Wiadomość głównawynalazki

Zapomniani już polscy wynalazcy

 

Cudze chwalimy, a swojego nie znamy. Nawet tego swojego, z którego powinniśmy być niezwykle dumni.

Kamizelki kuloodporne są już rozpowszechnione na całym świecie. Mało kto jednak wie, że prace nad nimi rozpoczął w 1893 ojciec Kazimierz Żegleń, zakonnik ze Zgromadzenia Zmartwychwstańców w Chicago. Do eksperymentów z pomysłem na element odzieży, który zatrzymywałby kule zainspirował go, udany zresztą, zamach, podczas którego zastrzelony został burmistrz Wietrznego Miasta, Carter Harrison. Ojciec Żegleń skontaktował się z Janem Szczepanikiem, o którym do dziś mówi się i pisze, że był polskim Edisonem. Szczepanik wpadł na pomysł wykonania kamizelki z kilku warstw najmocniejszego wówczas materiału czyli jedwabiu i wzmocnienia jej stalową blachą.

W 1897 pierwszą osobą, która wypróbowała kamizelkę kuloodporną był sam jej pomysłodawca – Kazimierz Żegleń. Szczepanik później rozwijał jeszcze ten koncept, a w roku 1902 zamach bombowy na króla Hiszpanii Alfonsa XIII nie powiódł się, bo monarcha siedział w karecie wyłożonej kuloodporną tkaniną pomysłu Szczepanika. Polak został za to odznaczony wysokim hiszpańskim odznaczeniem państwowym, tak samo zamierzał go uhonorować rosyjski car Mikołaj II, jednak wynalazca odmówił przyjęcia orderu od zaborcy. W tym samym roku, w którym Kazimierz Żegleń przetestował na sobie samym kamizelkę kuloodporną, Jan Szczepanik wymyślił także protoplastę dzisiejszej telewizji: telektroskop, urządzenie do przesyłania na odległość kolorowego obrazu i dźwięku. Zarejestrował również niezliczoną liczbę patentów związaną z tkactwem oraz fotografią, a artykuł prasowy poświęcił mu nawet sam słynny Mark Twain.

Trochę bardziej przyziemny, a w zasadzie, jeśli uznać, że głowa jest wyżej niż kamizelka, mniej przyziemny, był wkład w cywilizację Antoniego Cierplikowskiego. Urodzony w Sieradzu fryzjer był być może największą w historii gwiazdą swojego zawodu. To on wymyślił fryzurę kobiecą fryzurę ”na chłopczycę”, czesał największe światowe gwiazdy, od Grety Garbo począwszy, przez Edith Piaf aż do Brigitte Bardot, prowadził aż 121 salonów w USA, a co ważniejsze, dał światu także piankę i lakier do włosów.

Stefan Drzewiecki był z kolei zatrudniony przez znienawidzonego przez Polaków Wielkiego Księcia Konstantego, gubernatora wojskowego Królestwa Polskiego. Zajmował się głównie pracami nad udoskonaleniem łodzi podwodnych. Prace, dodajmy, niezwykle wręcz udane. To on jako pierwszy wykorzystał peryskop, a w roku 1883 zbudował pierwszą w dziejach łódź podwodną z napędem elektrycznym, wykorzystującą akumulatory.

Józef Hofmann to postać niemalże niemożliwa do wyobrażenia sobie. Urodził się w Krakowie w roku 1876, w 1881 zaczął koncertować jako genialny mały pianista, a później osiedlił się w Stanach, gdzie – już jako dorosły oczywiście – nabył swojego pierwszego Forda T. Dzięki tej maszynie polski kompozytor, który w wolnych chwilach wykorzystywał swoją żyłkę majsterkowicza do tworzenia najbardziej wymyślnych konstrukcji, zaczął opracowywać swój najsłynniejszy wynalazek – wycieraczkę samochodową. Jako muzyk, wzorował ją na metronomie. Rozwiązanie Hofmanna stosowane jest do dzisiaj. Ten zapomniany dziś geniusz był posiadaczem ponad 70 patentów, w tym na zegar elektryczny czy spinacze biurowe.

Niezwykle smutna jest za to historia Jacka Karpińskiego. Ten urodzony w 1927 roku w Turynie i zmarły dwa lata temu we Wrocławiu wynalazca został ciężko ranny podczas Powstania Warszawskiego. Po wojnie zajął się między innymi budową komputerów. Zbudowana przez niego w roku 1970 maszyna K-202 była pierwszym polskim mikrokomputerem, miała dostęp do 8 MB pamięci, co nie śniło się twórcom innych ówczesnych modeli. Wykonywała również milion operacji na sekundę, co przez jakikolwiek inny minikomputer z całej planety zostało przebite dopiero po dekadzie. Projekt jednak odrzuciła administracja PRL-u, finansowano go z funduszy brytyjskich, na co władze patrzyły z niechęcią, a sam Karpiński był wciąż szykanowany, w związku z czym w roku 1978 został zmuszony zająć się hodowlą drobiu i trzody chlewnej pod Olsztynem. Gdy wreszcie udało mu się wyemigrować do Szwajcarii, było już dla niego i dla jego pomysłów zbyt późno. Wprawdzie skonstruował tam jeszcze robota sterowanego głosem i skaner, który nazwał Pen-Reader, ale nie odniosły one sukcesu. Po powrocie do Polski w roku 1990 wpadł w mnóstwo pułapek ekonomicznych, które zastawiał na niego nasz rodzimy, raczkujący kapitalizm.


podobne treści