internetprogramyWiadomości promowane

Wywiad z założycielem Opery i twórcą Vivaldi

O przeglądarkach, inwestorach i innowacyjnych Polakach rozmawiam z Jonem Stephensonem von Tetzchnerem, współzałożycielem i byłym CEO Opery, a obecnie szefem Vivaldi.

Twój poprzedni projekt to Opera. Teraz pracujesz nad przeglądarką Vivaldi. Interesujący wybór nazw. Czy jest jakiś barokowy trop łączący oba te projekty?

Jakby się nad tym zastanowić, to rzeczywiście, jest pewne podobieństwo pomiędzy barokową muzyką, a pisaniem przeglądarki. W obu przypadkach techniczna strona jest dość skomplikowana, a efekt końcowy jest, a przynajmniej powinien być, przyjemny w odbiorze. Ale w przypadku Vivaldi nazwa pojawiła się w pewnym sensie przypadkiem. Miałem kiedyś firmę inwestycyjną, która nazywała się właśnie w ten sposób, i kiedy szukałem nazwy dla powstającej przeglądarki, mój syn zasugerował, żeby nazwać ją właśnie Vivaldi.

Przeglądarki internetowe są dość nietypowymi programami – używane są przez bardzo dużo osób na całym świecie, ale relatywnie niewiele osób je tworzy. W ciągu ostatnich miesięcy zespół Vivaldi poczynił ogromne postępy w pracach nad przeglądarką, niedawno wypuściliście jej wersję beta, ale wersja Technical Preview była dostępna już od stycznia. Ile osób w tym czasie postanowiło wypróbować nową przeglądarkę i ilu użytkowników korzysta z niej dzisiaj?

W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy wersja Technical Preview została pobrana ponad dwa miliony razy. Oczywiście wiele osób pobiera ją z ciekawości więc nie przekłada się to wprost na bazę użytkowników, ale mamy kilkaset tysięcy użytkowników, którzy korzystają z niej regularnie. Cały czas ich przybywa, wersja beta też się do tego przyczyniła.

Jesteście zadowoleni z tempa, w jakim przybywa użytkowników?

Biorąc pod uwagę, że do tej pory byliśmy dopiero w fazie Technical Preview, a pomimo tego już zanotowaliśmy kilka milionów pobrań, można powiedzieć, że tak. Nie znam wielu programów, które byłyby pobierane w takich ilościach na tym etapie rozwoju. Teraz pojawiła się wersja beta, a reakcje na nią były bardzo pozytywne. Wygląda na to, że ludziom generalnie podoba się to co robimy, otrzymujemy bardzo dużo pozytywnych komentarzy od użytkowników. Reakcje na nasz produkt są bardzo pozytywne, coraz więcej osób pobiera Vivaldi, a my powoli przygotowujemy się do wypuszczenia wersji 1.0.

Wśród komentarzy na pewno pojawił się też temat tego, że jest bardzo szybka i stabilna w porównaniu do innych dostępnych przeglądarek, które zaczynały jako szybkie programy, a kończą jako kombajny pożerające kilka gigabajtów pamięci RAM.

Oczywiście jednym z naszych celów jest stworzenie przeglądarki, która działałby dobrze na każdym sprzęcie, ale nie uciekniemy od tego, że budujemy ją w oparciu o Chromium. Ale staramy się sobie jakoś z tym poradzić. Dużym plusem dla nas jest to, że możemy wbudować w nią wiele funkcjonalności bez potrzeby wykorzystywania rozszerzeń. Myślę, że każdy, kto korzysta z rozszerzeń, zauważa, że po jakimś czasie zaczynają one spowalniać działanie przeglądarki i wykorzystywać duże ilości pamięci operacyjnej. I nie chodzi o to, że autorzy rozszerzeń są słabymi programistami, po prostu jest to naturalna konsekwencja tego, że wiele osób niezależnie od siebie pracuje nad różnymi aspektami tego samego programu, który później ma działać jako jedna całość.

Dodatkowo ich pole manewru jest w pewien sposób ograniczone przez twórców przeglądarki.

Kiedy wykorzystuje się mechanizm rozszerzeń korzysta się jednocześnie z API. To sprawia, że operacje wykonywane są wolniej niż mogłyby być. My staramy się jak najwięcej zrobić po natywnej stronie. Nie chciałbym wchodzić w zbyt duże szczegóły techniczne, ale to w jaki sposób tworzymy Vivaldi różni się od tego, co robią inni twórcy przeglądarek. Oczywiście opieramy się na Chromium, ale cały interface użytkownika jest oparty na standardach webowych. Pozwala nam to na bardzo efektywną pracę, ponieważ w zależności od konkretnego zadania, możemy wybrać, czy zostanie ono wykonane natywnie, czy w standardach webowych.

Zmieniając trochę temat – przedstawiacie swoją przeglądarkę jako „potężne narzędzie dla wymagających użytkowników”. Brzmi to trochę jakbyście starali się dotrzeć przede wszystkim do tak zwanych „digital natives”. Planujecie nadal skupiać się na tej grupie użytkowników, czy chcielibyście w przyszłości rozszerzać grupę odbiorców?

Dużo ludzi w ogóle nie interesuje się tym, z jakiej korzysta przeglądarki, a my na razie nie mamy środków by do takich ludzi docierać. Dlatego skupiamy się właśnie na ludziach, dla których rzeczywiście ważną kwestią jest to, z jakiej korzystają przeglądarki. Są to osoby, które spędzają bardzo dużo czasu online. Właśnie z myślą o nich przygotowujemy dużo funkcjonalności, by mogli być w Sieci bardziej efektywni. Ale oni powiedzą swoim znajomym – hej, ta przeglądarka ma kilka bardzo użytecznych funkcjonalności. Właśnie tak chcemy trafić do większej grupy odbiorców. Za pośrednictwem zaawansowanych użytkowników, dla których to, z jakiej korzystają przeglądarki, ma znaczenie.

Przed naszą rozmową sprawdziłem historyczne dane na temat przyjmowania się poszczególnych przeglądarek w różnych krajach. Można w nich zauważyć pewną ciekawą tendencję – w Polsce przyjmowały się szybciej niż w innych państwach. Tak było w przypadku Firefoxa, podobnie było w przypadku Chrome. Czy Polska jest w związku z tym w jakiś szczególny sposób interesująca z punktu widzenia Vivaldi?

Tak. Polska jest jednym z liderów jeśli chodzi o pobrania Vivaldi i otrzymujemy z niej bardzo pozytywne sygnały. To jest trochę tak jak mówisz – w Polsce ludzie zawsze byli „early adopters”. Wspomniałeś przeglądarki, ale to odnosi się też do innych technologii. Skype jest dobrym przykładem – rozmawiałem kiedyś z Niklasem Zennströmem i twierdził on, że przez długi czas ponad połowa użytkowników Skype’a pochodziła z Polski. Jest jasne, że Polska jest krajem, w którym ludzie są zainteresowani technologią i lubią testować nowe technologie. Właśnie do takich użytkowników chcemy dotrzeć.

Możesz podzielić się danymi na temat tego jaki procent użytkowników Vivaldi pochodzi obecnie z Polski?

Musiałbym sprawdzić dokładne dane, ale jeśli dobrze pamiętam jesteście w pierwszej piątce. Nie na pierwszym miejscu, ale w grupie wiodących państw, które są bardzo blisko siebie jeśli chodzi o procentowy udział użytkowników. Do tej grupy należy właśnie Polska, ale też Rosja, Niemcy, Japonia i USA.

Ciekawe towarzystwo. Jako CEO Opery miałeś unikalną możliwość poznania rynku przeglądarek. Jednak najwięcej uczymy się na popełnianych przez nas błędach. Jakich błędów, które popełniłeś w przypadku Opery, nie chcesz powtarzać w przypadku Vivaldi?

To nie tyle kwestia błędów, ponieważ problemy, jakim musiałem stawić czoło w przypadku Opery, wynikały raczej z pecha. Jestem bardzo dumny z tego co udało się nam osiągnąć, zbudowaliśmy świetną firmę, a zaczynaliśmy we dwóch. Kiedy odchodziłem, zatrudnialiśmy siedemset pięćdziesiąt osób i mieliśmy sto milionów użytkowników. Ta liczba wzrosła później do trzystu pięćdziesięciu milionów. Jestem dumny z tego co osiągnęliśmy oraz z relacji, jakie utrzymywaliśmy z naszymi użytkownikami. Problemem, z jakim musiałem się mierzyć, byli inwestorzy. Ale nie było żadnego sposobu na jego uniknięcie. Przez pięć lat rozwijaliśmy się samodzielnie, ale firma rosła, potrzebowaliśmy inwestorów i ostatecznie weszliśmy na giełdę. I wtedy okazało się, że inwestorzy mają trochę inne cele niż my. Przez ponad siedem lat musiałem radzić sobie z tym, że chcieli iść w trochę innym kierunku, niż ja. Firma radziła sobie bardzo dobrze, więc pokonywaliśmy te przeszkody, ale nie jest łatwo jednocześnie konkurować z Microsoftem, Google i Apple i zmagać się z trudnymi inwestorami. Walki z inwestorami to wielka strata czasu, której miałem już dość i dlatego odszedłem. W przypadku Vivaldi jest inaczej – nie ma innych inwestorów ponieważ osobiście finansuję ten projekt. I nie chcę innych inwestorów. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie wszyscy inwestorzy są źli, jest bardzo dużo świetnych inwestorów. Ale rzeczywistość jest taka, że jeśli oddają komuś swoje pieniądze, to oczekują zwrotu z tej inwestycji. A ja chciałbym skupiać się na tworzeniu świetnego produktu dla naszych użytkowników. Wierzę, że z czasem pieniądze, jakie będziemy zarabiać, wystarczą do tego, by pokryć nasze koszty i sfinansować dalszy rozwój. Na tym się skupiamy, ale nie nazwałbym tego programem inwestycyjnym. Nasz slogan „dla przyjaciół” nie jest tylko chwytem marketingowym, my w to naprawdę wierzymy i to jest powód, dla którego robimy to, co robimy. Można byłoby wypuszczać akcje, ale nie o to chodzi. Z Operą nie miałem wyboru, ponieważ potrzebowaliśmy pieniędzy. W przypadku Vivaldi mogę sobie pozwolić na to, by nie angażować inwestorów.

Plany na przyszłość dla przeglądarki?

Przede wszystkim chcielibyśmy wydać jej ostateczną wersję. Już ogłosiliśmy, że jest kilka funkcjonalności, o które prosili użytkownicy, a które najprawdopodobniej nie pojawią się w pierwszym wydaniu. Chodzi przede wszystkim o obsługę poczty i synchronizacji. Na to trzeba będzie trochę poczekać, ale pojawią się w wersji 1.1 lub 1.2. Mamy też bardzo długą listę funkcjonalności, o których już wspominaliśmy, oraz jeszcze dłużą listę interesujących funkcjonalności, o których jeszcze nie mówiliśmy. Wydaje mi się, że jest pewne oczekiwanie, że tak jak w przypadku Opery, a spora część zespołu pracowała wcześniej nad tą przeglądarką, zaproponujemy interesujące rozwiązania, a nie będziemy tylko implementować znanych pomysłów. Że postaramy się odgadnąć potrzeby użytkowników. Albo poznać lepiej własne potrzeby, ponieważ tworzymy przeglądarkę dla naszych przyjaciół, ale także dla siebie.

Inwestujesz w to własne pieniądze, więc w pewnym sensie, jest ona także dla ciebie.

Dokładnie. Z tej perspektywy pracujemy nad wieloma interesującymi funkcjonalnościami, ale na razie nie chcielibyśmy o tym mówić. Po części dlatego, że nie wiemy jeszcze czy ostatecznie trafią do przeglądarki. Ale na razie skupiamy się na tych, które na pewno do niej trafią i słuchamy naszych użytkowników, którzy często mają bardzo dobre pomysły. Nie da się wprowadzić wszystkiego naraz, ale ogólną zasadą, jaką w takich przypadkach przyjęliśmy, jest to, że jeśli będziemy mieli czas je wprowadzić, to to zrobimy. Chcielibyśmy zrealizować wszystkie sugestie naszych użytkowników, ale nie jesteśmy dużym zespołem i mamy ograniczone zasoby. Ale bardzo się staramy.

Dziękuję za rozmowę.


podobne treści


Logotomia.com.pl – Tworzymy grafikę użytkową dla firm i organizacji, wydarzeń i produktów.>>>



BrowarPerun.pl – Nowy browar rzemieślniczy!


Kolorydnia.pl – Blog kobiecy – kultura, rozrywka, fitness, lifestyle.