internetWiadomość główna

Wielka Brytania chce wykorzystać atak na Charlie Hebdo do zwiększenia inwigilacji obywateli

To było w sumie do przewidzenia. Zaraz po ubiegłotygodniowym zamachu na redakcję francuskiego tygodnika satyrycznego Charlie Hebdo pojawiły się podejrzenia, że cała sytuacja zostanie wykorzystana do tego, by jeszcze bardziej zwiększyć zasięg inwigilacji zwykłych obywateli. I rzeczywiście, premier Wielkiej Brytanii i zwierzchnik niesławnego GCHQ, David Cameron, nie zawiódł oczekiwań pesymistów.

Dzień po powrocie z Paryża, w którym wraz z kilkudziesięcioma innymi światowymi politykami wziął on udział w publicznej ustawce, która demonstrować miała ich sprzeciw wobec terroryzmu oraz przywiązanie do wolności słowa, zwierzchnik agencji, która w ścisłej współpracy z NSA regularnie inwigiluje miliony osób na całym świecie i wkracza do redakcji gazet by niszczyć twarde dyski dziennikarzy, stwierdził, odnosząc się do zamachu w Paryżu, że będzie dążył do wprowadzenia w swoim kraju zakazu korzystania z szyfrowanych komunikatorów.

„Czy mamy pozwolić na korzystanie ze środków komunikacji, których nie możemy odczytać? Moja odpowiedź na to pytanie brzmi – nie, nie możemy,” stwierdził Cameron we wczorajszym wystąpieniu. „Ataki w Paryżu pokazały skalę zagrożeń jakiem musimy sprostać oraz konieczność posiadania przez nasze agencje wywiadowcze solidnych narzędzi niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa.”

Słowa obecnego premiera Wielkiej Brytanii dotyczą przede wszystkim takich popularnych aplikacji jak WhatsApp czy iMessage autorstwa Apple, których zabezpieczenia, w odpowiedzi na doniesienia o możliwościach, jakimi dysponują między innymi NSA i GCHQ, zostały znacząco wzmocnione przez autorów. Szczególnie szyfrowanie komunikacji nie podoba się służbom, które nagle zostały pozbawione możliwości łatwego dostępu do komunikacji obywateli.

Na szczęście David Cameron zapowiedział, że za ustawowe regulacje dotyczące korzystania z szyfrowanych komunikatorów internetowych zabierze się dopiero po tym, jak jego rząd wygra wybory, które odbędą się w maju tego roku. Choć wydawać by się mogło, że taki postulat raczej nie przysporzy mu popularności, niestety istnieje spora grupa osób, do których trafią jego argumenty. Dla przykładu burmistrz Londynu, Boris Johnson, komentując atak w Paryżu wsławił się stwierdzeniem:

„Nie jestem szczególnie zainteresowany prawami obywatelskimi tych osób, zwłaszcza jeśli chodzi o ich emaile i rozmowy telefoniczne. Jeśli są zagrożeniem dla naszego społeczeństwa, chciałbym, by [odpowiednie służby] ich podsłuchiwały.”

Zdjęcie: Flickr/World Economic Forum


podobne treści