internetnewsWiadomość główna

Wewnętrzny audyt zdradza, że NSA regularnie łamie własne „ramy prawne”

Od czasu ujawnienia programu PRISM administracja prezydenta Obamy zarzeka się, że żadne prawa obywatelskie nie zostały naruszone podczas kręcenia tego cyrku, ponieważ działania NSA są ściśle nadzorowane przez sąd FISC. Chyba nikt nie uwierzył w te zapewnienia, ale trudno dyskutować z systemem, w którym praktycznie wszystko jest tajne. Do czasu aż nie trafi do prasy. Washington Post opublikował dziś wyniki wewnętrznego audytu w NSA, z których wynika, że wszystko co mówi Obama, to bujda na resorach.

No, prawie wszystko, w końcu przyznał on, że program PRISM istnieje i ma się dobrze. Tymczasem z audytu, który przeznaczony był pierwotnie tylko dla szefostwa NSA, wynika, że agencja „wykroczyła poza własne ramy prawne” kilka tysięcy razy i to tylko w trzech kwartałach roku 2011 i pierwszym kwartale roku 2012. Mało tego, tajny sąd, który hurtowo zatwierdza praktycznie wszystkie prośby agencji, co prawda teoretycznie nadzoruje jej działania, ale w praktyce może to robić tylko za pośrednictwem instytucji rządowych. W rezultacie kontrola tajnego sądu nad działaniami NSA jest raczej symboliczna. Dodatkowo NSA nie jest nawet w stanie zastosować się do specjalnych prezydenckich dekretów a liczba naruszeń Executive Order 12333 rośnie z kwartału na kwartał.

Z opublikowanego dziś audytu wynika, że w badanym czasie w NSA zdarzyło się 2776 „incydentów”, które znacząco naruszały prywatność bogu ducha winnych osób (dla porównania Amerykanie chwalą się, że od czasu swojego powstania PRISM pomógł powstrzymać co najmniej kilkudziesięciu terrorystów). Incydenty te spowodowane były w większości przez błędy w oprogramowaniu lub przez operatora systemu. Analitycy NSA najczęściej mylą się ponieważ nie posiadają wystarczająco dokładnych informacji, po prostu olewają procedury albo popełniają literówki. Jako przykład tego ostatniego można podać sytuację, w której analityk, wybierając kierunkowy, zamiast 20 wpisał do systemu 202, co spowodowało, że zamiast przechwycić rozmowy telefoniczne z Egiptu, system przechwycił „znaczną ilość” rozmów z Waszyngtonu.

Ale to nie wszystko. Należy podkreślić, że audyt, na którym położyli swoje ręce dziennikarze, dotyczył tylko kwatery głównej agencji znajdującej się w Fort Meade. Jeśli brałby on pod uwagę oddziały terenowe NSA liczby te byłyby zdecydowanie większe.

Anonimowy przedstawiciel NSA, który wypowiedział się dla Washington Post twierdzi, że w porównaniu do wszystkich działań agencji ilość incydentów wymienionych w audycie jest naprawdę niewielka.

„Jeśli spojrzy się na same liczby, wygląda jakby incydentów było dużo, ale jeśli weźmie się pod uwagę cały kontekst, jest ich naprawdę niewiele.”

Ok, jestem w stanie przyjąć tę argumentację. Tylko jak w takim razie mamy potraktować „sukces” w postaci powstrzymania „około 50” terrorystów przy pomocy wartego miliardy dolarów systemu, który dodatkowo inwigiluje każdego?

Zdjęcie: Flickr/Chris Hardie


podobne treści