biznesinternet

W obawie przed procesem Google usuwa z wyników wyszukiwania zajawki artykułów z niemieckiej prasy

Zazwyczaj serwisy internetowe cieszą się z tego, że ich publikacje znajdują się wysoko w wynikach Google. Chyba, że chodzi o media zrzeszone w niemieckim VG Media.

Wszystko za sprawą zmian w niemieckim prawie autorskim, które według niemieckich wydawców, uprawniają ich do czerpania korzyści z wyświetlanych przez komercyjne wyszukiwarki fragmentów ich tekstów. Pochodzących na przykład ze stron bild.de, bunte.de czy hoerzu.de. W związku z tym Google, Microsoft lub Yahoo powinny płacić im za przyjemność wyświetlania w wynikach wyszukiwania fragmentów tekstów oraz miniatur ilustracji.

Wyszukiwarki oczywiście odmówiły, więc VG Media poszło ze sprawą do sądu. Na pierwszy ogień poszło Google, ale podobna akcja została podjęta też przeciwko Yahoo oraz mniejszym niemieckim wyszukiwarkom. W rezultacie Google, twierdząc, że zostało zmuszone do „zminimalizowania ryzyka prawnego”, zdecydowało się zaprzestać wyświetlania spornych elementów w wynikach wyszukiwania.

VG Media, które w reakcji na ten ruch Google już zapowiedziało, że będzie nadal dochodziło swoich praw na drodze prawnej, twierdzi, że należy im się „uczciwa rekompensata od Google”, które kontroluje 93 procent niemieckiego rynku wyszukiwarek. A amerykańska firma nie powinna „działać w sposób godzący w zasady konkurencji”.

Jednak według dyrektora zarządzającego niemieckiego oddziału Google, Philippa Justusa, działania niemieckich wydawców są „rozczarowujące, ponieważ już dziś wszyscy wydawcy mogą zdecydować czy pojawią się w naszych produktach, czy nie”. Ale wycofując się z wyświetlania zajawek artykułów w wynikach wyszukiwania Google i tak nie podjęło tak drastycznych działań, jak niektóre niemieckie podmioty, z którymi też w tej sprawie na wojnę poszło VG Media – one po prostu usunęły linki do mediów VG Media ze swoich wyników wyszukiwania.

Justus podkreśla także, że tylko w ciągu ostatnich trzech lat niemieccy partnerzy reklamowi Google, tacy jak inni wydawcy, którzy nie mają oporów przed udostępnieniem swoich treści w wyszukiwarce Google ani w Google News, zarobili w ten sposób ponad miliard euro.

Sprawa jest niewątpliwie rozwojowa i wygląda na to, że rozstrzygnąć będzie musiał ją sąd. Ciekawe tylko, czy VG Media ma już jakiś awaryjny biznesplan na funkcjonowanie bez kliknięć pochodzących z przeglądarek. Bo biorąc pod uwagę wcześniejsze oświadczenia Google, firma będzie wolała wymazać VG Media z wyników wyszukiwania, niż płacić za odnoszenie do ich treści.

Zdjęcie: Flickr/Spiros Vathis


podobne treści