styl życia

Technomaniacy w środkach komunikacji

Kiedyś w podróży Mobilnym Piekłem znanym również szerzej pod nazwą komunikacji miejskiej, najbardziej przeszkadzał ludziom tłok, spaliny dostające się do środka pojazdu oraz szelest stron książki i gazety. Tak było do momentu, w którym nie pojawiły się telefony komórkowe oraz inne gadżety, by zabić współpasażerom ich posiadaczy resztki przyjemności płynącej z jazdy autobusem. W przypadku pociągów i tak tej przyjemności nigdy nie było.

Komórkowiec słuchający w komunikacji miejskiej – Walkmany były niegdyś wyznacznikiem statusu społecznego, dopóki nie zabiły ich discmany, a tych z kolei odtwarzacze MP3. Dziś nawet te ostatnie stają się zbędne, bo jeśli już i tak nosi się ze sobą telefon komórkowy, na którym dodatkowo można słuchać muzyki, to po co kolejne urządzenie. Komórkowiec słuchający jest znienawidzony przez wszystkich współpasażerów, bo dziwną prawidłowością wszyscy przedstawiciele tego gatunku uznają, że muzyka poniżej 140 decybeli to nie muzyka, a w dodatku słowo ”muzyka” oznacza dla nich najprostrze dance`owe rytmy. Nawet gdy go nie słychać, Komórkowca słuchającego łatwo wypatrzeć w tłumie. Ludzie znajdujący się w promieniu pięciu metrów od niego mają cierpiętnicze miny, a jednocześnie mimowolnie podrygują lub rytmicznie przytupują nogą.

Komórkowiec grający w komunikacji miejskiej – Zawzięcie robi kolejny level, więc wysuwa język niczym Michael Jordan wchodzący pod kosz rywali. Nie zwraca uwagi na nic w swoim otoczeniu. Nikt nie wie, jak przy braku miejsc siedzących, udaje mu się utrzymać równowagę (chyba że w tłoku półleży na innym z pasażerów), prawdopodobnie to zasługa niesamowitego wyczucia własnego środka ciężkości, nabytego podczas długich godzin spędzonych na grze w Nintendo Wii.

Komórkowiec rozmawiający w komunikacji miejskiej – Lubi dzielić się z tłumami swoim życiem i zapewnia rozrywkę przynajmniej na czas podróży. Prawdopodobnie nie ma żadnych ustawień prywatności na Facebooku.

Tableciarz w komunikacji miejskiej i w pociągu – Wiadomo że intelektualista, skoro należy do ułamka procenta naszego społeczeństwa, które jeszcze czyta. Może być to także intelektualista wrażliwy, który pochłonięty lekturą nie będzie miał oporów, by dawać upust swoim emocjom nagromadzonym podczas lektury. Ku zdziwieniu współpasażerów może zapłakać cicho, gdy umrze Biały Bim, Czarne Ucho, wściekać się na Lorda Voldemorta lub wygrażać pięścią złowrogiemu Sauronowi.

Laptopiarz w pociągu – Dawno, dawno temu, w czasach kiedy 3G oznaczało jeszcze wyłącznie wartość przeciążenia, kiedy ktoś w pociągu wyciągał laptopa, oznaczało to, że jest niezwykle ważną personą i właśnie będzie pracował nad jakimiś skomplikowanymi firmowymi dokumentami. Wszyscy patrzyli na niego współczująco i stwierdzali, że obserwowanie przesuwających się za oknem drzew i narzekanie na spóźnienie pociągu jednak nie jest wcale takie złe, a już na pewno jest lepsze niż praca. Teraz oznacza to, że ktoś będzie oglądał serial lub film, albo co gorsza grał w coś fajniejszego i bardziej skomplikowanego niż ”Angry Birds”. A innym pozostaje… No właśnie, obserwowanie przesuwających się za oknem drzew i narzekanie na spóźnienie pociągu. Dlatego też mamy spojrzenia 2.0 – wkurzone. I pełne złośliwej satysfakcji, gdy delikwentowi wyczerpie się bateria, a później zorientuje się on, że gniazdka w przedziale klasycznie już nie działają.

Komórkowiec w pociągu – Na długich dystansach nawet narzekanie i przyglądanie się krajobrazom staje się wyczerpujące. Z rozrywek pozostaje jednak sen. Z reguły przerwany po około minucie dłuższą konwersacją współpasażera, który przy okazji próbuje również przekrzyczeć odgłosy wydawane przez PKP. Człowiek jest półśpiący, zły i w duchu przeklina dzień, w którym operatorzy komórkowi przywołali Szatana znanego jako ”darmowe minuty”.


podobne treści