biznes

Strajk chińskich dziennikarzy

Nieczęsto zdarza się byśmy dowiedzieli się o tym, że ktoś w Chinach postanowił zastrajkować. Sprawa musi być tym bardziej poważna, jeśli robią to chińscy dziennikarze.

Około 100 pracowników gazety Southern Weekend, która wychodzi w chińskiej prowincji Guangdong, postanowiło zastrajkować w geście sprzeciwu wobec cenzury utrzymywanej przez władze. Iskrą zapalną stał się noworoczny wstępniak, który został całkowicie podmieniony przez „departament propagandy”.

Oryginalny artykuł wzywał do poszanowania praw obywatelskich. Jednak zamiast niego czytelnicy otrzymali laurkę na cześć partii komunistycznej podpisaną nazwiskami redaktorów. Cenzura w Chinach jest czymś powszechnym, jednak zazwyczaj nie jest ona stosowana w aż tak łopatologiczny sposób.

Działanie władz spowodowało bezprecedensową reakcję – dziennikarze Southern Weekend wyszli na ulice i, o dziwo, otrzymują podobno znaczące wsparcie od innych mediów, internautów oraz niektórych chińskich celebrytów. Protestujący domagają się wolnych mediów oraz zniesienia rządowej cenzury. Dziennikarze gazety zapowiadają, że wrócą do pracy dopiero kiedy kwestia zamienionego wstępniaka zostanie wyjaśniona.

Prawdopodobieństwo osiągnięcia tych celów jest jednak raczej nikłe. Z drugiej strony, komunistyczne władze Chin nie będą raczej ryzykowały dziś wyprowadzania czołgów na ulice jak w 1989 roku. Najprawdopodobniej na ołtarzu utrzymania status quo głowę położy Tuo Zhen, były dziennikarz, a obecnie szef „departamentu propagandy” w prowincji Guangdong. Pracownicy gazety twierdzą, że w ciągu roku od czasu gdy Zhen przejął stery cenzury w tej prowincji, około tysiąca artykułów zostało zmienionych przez urząd. Dziennikarze twierdzą też, że „cenzura” przejęła konta gazety na portalach mikroblogowych w ramach akcji zmierzającej do uspokojenia nastrojów.

Obraz pochodzi z serwisu Shutterstock


podobne treści