news

Sprzedał 10 procent udziałów w Apple za 800 dolarów

Gdyby przyszło wam kiedyś do głowy, że właśnie popełniliście wielki
błąd, którego będziecie zawsze żałować, pomyślcie o Ronie Wayne. Jego
nigdy nie przebijecie w tej konkurencji. W 1976 Steve Jobs, Steve Wozniak oraz Ron Wayne założyli firmę parasadowniczą Apple. Po dziesięciu dniach, Wayne zgodził się odsprzedać pozostałym udziały za 800 dolarów. 34 lata później można obliczyć, że pożegnał się wtedy z 22 miliardami dolarów.

Wayne przekroczył już siedemdziesiątkę. Prowadzi spokoje życie, zbiera monety i nie mówi o przeszłości z goryczą. Łatwo wyśmiać jego decyzję z perspektywy 2010 roku, dzień po tym, gdy wszystkie media podawały nius o rekordowych wynikach sprzedaży iPhone’a 4. Spoglądając z perspektywy 1976 roku, Wayne miał wszelkie powody, by się obawiać, że firma wkrótce znajdzie się w tarapatach finansowych. Ciekawe, którzy z nas podjęliby ryzyko, na które on wtedy nie był gotowy.

Wayne nigdy nie posiadał żadnego produktu z logo nadgryzionego jabłuszka. Teraz pisze książkę o krótkim czasie, kiedy był współwłaścicielem Apple. Bije od niego więcej smutku niż rozgoryczenia. Na książce zapewne nie zarobi fortuny, ale może trochę dorobi.

Można go odwiedzić w miasteczku Pahrump w stanie Nevada. Nieopodal Las Vegas. [Brian Barrett/giz, CNN, The Next Web]


podobne treści


  • LOS

    W 2007 roku był wielki bum w Polsce na monety. W 1996 roku zgrzewkę monet 2 zł z wizerunkiem Zygmunta Augusta można było kupić bez problemu w NBP za cenę nominalną 100 zł ( w paczce 50 sztuk po 2 zł ). W 2007 roku na Alledrogo taki woreczek z pocałowaniem ręki można było sprzedać za 45 000 zł. 10 takich woreczków kupionych za 1000 zł w 1996 roku i macie mieszkanie w 2010 roku. Jak widać zdarzają sie w historii rzeczy nieprawdopodobne :-)

  • Dawid Krysiak

    LOS: no i pamiętna szajba na punkcje monet z papieżem… Ktoś w USA nie zrozumiał przekazu i pomerdały mu się monety – zapłacił więcej niż wynikało to z ceny katalogowej. Plota poszła w naród że zapłacił majątek i już po paru miesiącach słyszało się „newsy” że ktoś zapłacił za monetę równowartość samochodu (FSO Poloneza trudno nazwać samochodem, ale wtedy za taki uchodził). Kiedy jeszcze bawiłem się w zbieractwo monet, handlarz na targu zawsze pytał czy kupuję dla siebie czy na sprzedaż – różnica w cenie kolosalna :D