news

Sekretne życie torrentów

Gdzieś w sieci schowana jest fantastyczna strona z muzyką. Możesz tam znaleźć każdy album, każdy singiel jaki kiedykolwiek został wydany. W różnych formatach, różnych rozmiarach. Jest taka strona. I nie jesteś tam mile widziany.

Pirate Bay, TorrentSpy, MiniNova, Suprnova – to wszystko były wyszukiwarki BitTorrenta. Były, bo albo przestały działać, albo oferują tylko legalne torrenty czyli… przestały działać. Zapewne zniechęciło to niedzielnych ściągaczy. Ale prawdziwi maniacy się nie przejmują. Oni już dawno zeszli do podziemia.

Ludzie, którzy na serio zajmują się ściąganiem muzyki nie chcą być namierzeni. Nie chcą złapać wirusów, tak często umieszczanych na publicznych stronach z torrentami. Stworzyli więc setki prywatnych stron z torrentami, do których dostęp mają tylko zaufani użytkownicy.

Niektóre z tych stron są prościutkie. Udostępniają jedynie listę torrentów. Te najbardziej wyrafinowane oferują wielce wyrafinowane bazy danych, niczym największe sklepy internetowe. Poza wszelką kontrolą. Największe oferują wszystko, czego dusza zapragnie. Te mniejsze są wyspecjalizowane. Są serwisy do dzielenia się muzyką, filmami, ripami fimów na Blu-ray, oprogramowaniem, pornografią, komiksami, anime, serialami, czy e-bookami. Jeśli wiesz gdzie szukać, znajdziesz stronę specjalizującą się właśnie w tym, czego akurat potrzebujesz.

Były czasy, gdy największym serwisem z torrentami był OiNK. Zanim został zamknięty w 2007 roku, udostępniał niezliczone zasoby plików i był kochany przez olbrzymie rzesze internautów. Nawet niektórzy muzycy, jak Trent Reznor – wokalista Nine Inch Nails.

Serwis był nie tylko obszerny. Zapewniał też stały dostęp do plików dzięki ścisłemu przestrzeganiu zasady „ile ściągnąłeś, tyle oddaj”.

Wkrótce po zamknięciu OiNK, powstały setki podobnych serwisów, zapełniając lukę w internetowym ściąganiu. Wiele z nich zostało założonych przez współtwórców OiNK. Te serwisy oferują jeszcze większą funkcjonalność i wciąż rosnące bazy danych.

Jedna z takich stron, nazwijmy ją Stroną X, przeskoczyła OiNK pod względem i zawartości, i funkcjonalności. Działa jak przedsiębiorstwo, z mnóstwem pracowników pracujących nad nią przez wiele godzin tygodniowo. Strona ma trzech operatorów systemu, dwóch administratorów i siedemnastu administratorów. I wszyscy pracują za darmochę. Oczywiście, działanie serwisu uzależnione jest od hojności użytkowników, ale wszystkie pieniądze idą na jego utrzymanie.

Najważniejszym elementem Strony X jest olbrzymia baza danych torrentów. Większość plików dostępna jest w różnorodnych formatach, od bezstratnego FLAC, przez MP3 i ACC po OGG (dla świrów, którzy muszą mieć wszystko w OGG). A dla najpopularniejszych utworów, znajdziesz wszystkie wykonania, łącznie z nagraniami z płyt winylowych.

Na przykład Dark Side of the Moon Pink Floydów ma 20 różnych wersji i 60 odrębnych opcji ściągania. Oczywiście, większość osób ukochała sobie MP, lecz znaleźć tu można nawet cyfrowe wersje winyli w plikach FLAC. To raj dla kolekcjonerów.

A co jeśli szukasz nowych doznań? Strona X pomoże ci w tym na dwa sposoby. Po pierwsze – kolaże. Są to składanki utworów wykonane przez samych użytkowników, w stylu „100 najlepszych albumów lat 70″. Na dole każdej strony z albumem znajdują się odnośniki do kolaży, w których się znalazł.

Drugą metoda odkrywania nowej muzyki są mapy artystów. To diagramy, przedstawiające graficznie podobnych artystów. Mapy są tworzone przez samych użytkowników, którzy zgłaszają własne sugestie, a te są posumowywane i wizualizowane w formie mapy.

Ale Strona X to nie tylko muzyka. To cały portal społecznościowy, z rozbudowanym forum, czy poradami jak najlepiej zgrać płytę winylową. Cała społeczność tworzy zawartość strony, dodatki czy skórki do personalizacji jej wyglądu.

A co jeśli Strona X też zostanie zamknięta? Czy warto wkładać taki wysiłek, skoro wszystko może przepaść? Otóż nie może. Cała strona powstała jako projekt open-source o nazwie Gazelle. Jeśli strona zostanie zamknięta, kolejne powstaną na jej miejsce, i to korzystając z już gotowych rozwiązań.

Ale istnienie takich stron nie oznacza, że organizacje broniące praw autorskich przegrywają z piractwem. Takie strony są bardzo niszowe. Strona X ma tylko 116 tyś użytkowników. W internecie to prawie tyle co nic. Na takie strony trudno się na nie dostać, równie trudno się na nich utrzymać. Skończyła się era łatwego piractwa rodem z Kazaa czy Napstera. [Adam Frucci]


podobne treści