internet

Putin za inwigilacją NSA, pracownicy NSA za zamianami w pierwszej poprawce

W sprawie inwigilacji użytkowników Internetu przez NSA, Obama właśnie zyskał dość niezwykłego sojusznika. Jest nim Władimir Putin.

Choć biorąc pod uwagę długą służbę aktualnego prezydenta Rosji w FSB, jakoś nie jestem szczególnie zdziwiony. Podczas reżyserowanej szopki, którą Putin co roku odstawia ku uciesze poddanych, prezydent Rosji odniósł się także do sprawy masowej inwigilacji prowadzonej przez NSA. Według byłego szefa FSB, który w szeregach następcy KGB służył w sumie przez 16 lat, masowa inwigilacja użytkowników „nie jest powodem do radości, nie jest też powodem do pokuty”, ponieważ jest niezbędna do tego, by walczyć z terroryzmem.

Putin przekonywał, że masowa inwigilacja jest niezbędna do tego, by ujawnić kontakty terrorystów, choć zwrócił także uwagę, że „na poziomie politycznym konieczne jest ograniczenie apetytów służb specjalnych poprzez pewne regulacje.”

Zapytany o Snowdena, który otrzymał czasowy azyl polityczny w Rosji, prezydent Putin stwierdził, że Moskwa nie kontroluje jego działań, a on sam nigdy nie spotkał się z nim osobiście. Jednocześnie podkreślił, że wszystkie przecieki na temat działalności NSA jakie pojawiły się po udzieleniu Snowdenowi azylu przez Rosję, muszą pochodzić z materiałów, które były podwykonawca NSA już wcześniej przekazał dziennikarzom, ponieważ jednym z warunków udzielenia Snowdenowi azylu przez Rosję było „zaprzestanie działań szkodzących naszym amerykańskim partnerom i stosunkom amerykańsko-rosyjskim.”

Dlaczego jeden z większych geopolitycznych przeciwników USA nagle popiera inwigilację w wykonaniu NSA? Odpowiedź jest dość prosta – ponieważ sam robi dokładnie to samo. Choć wcześniej pojawiały się doniesienia na temat tego, że rosyjskie firmy internetowe współpracują z FSB, do zachodnie prasy informacje na temat rosyjskiego programu SORM przebiły się dopiero w kontekście olimpiady w Soczi. Potępianie amerykańskiej inwigilacji byłoby w takiej sytuacji strzelaniem do własnej bramki.

Ciekawie brzmią także ostatnie doniesienia z USA. Choć prezydencka rada, która miała ocenić zasadność masowej inwigilacji obywateli, w swoich rekomendacjach stwierdziła, że „rząd nie powinien być uprawniony do masowego zbierania i przechowywania nieprzetworzonych danych na temat osób nie pełniących funkcji publicznych w celu wykorzystania ich do późniejszych działań,” pracownicy NSA mają swoje, dość specyficzne, zdanie na temat informacji, jakie poznaliśmy w ciągu ostatniego półrocza.

Jak twierdzi Daniel Drezner z Foreign Policy, którego wpuszczono do siedziby agencji w ramach niedawnego „otwarcia się na media”, wśród pracowników NSA pojawiają się opinie jawnie krytyczne wobec dziennikarzy, którzy piszą o tej aferze. Jeden z pracowników agencji miał oskarżyć nawet niektóre media o „intencjonalne zwodzenie Amerykanów”. Ten sam pracownik wyraził także nadzieję na to, że Obama rozprawi się z tymi dziennikarzami. Na zakończenie dodał, że „miałby kilka poprawek do pierwszej poprawki”, czyli do tej, która gwarantuje w USA wolność religii, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń. Nie jest to oczywiście oficjalne stanowisko NSA, ale, jeśli miał być to dowcip, na pewno nie rozbawił on Dreznera.

Jak, popierający inwigilację NSA, Putin radzi sobie z niepokornymi dziennikarzami, mogliby opowiedzieć na przykład Anastazja Baburowa, Natalia Estemirowa, Jurij Szczekoczichin czy Anna Politkowska. Gdyby nadal żyli.

Zdjęcie: Flickr/Imaginary Museum Projects: News Tableaus


podobne treści