internetWiadomości promowane

Obama zapowiedział „reformę” NSA

Oficjalne stanowisko USA w sprawie szerokiej inwigilacji ujawnionej przez Edwarda Snowdena ewoluowało od zaprzeczania, że taki program istnieje, przez tłumaczenie, że jest konieczny by walczyć z terroryzmem, do zapowiedzi „reform”, których plan przedstawił dziś prezydent Obama.

„Trzeba uznać, że nie możemy zapobiegać zagrożeniom terrorystycznym bez pewnej penetracji elektronicznej,” stwierdził Barack Obama w dzisiejszym przemówieniu. Jednocześnie przyznał, że wraz z rozwojem technologii, rosną też możliwości nadużyć i naruszania prywatności oraz zapowiedział, że przechowywanie danych w takiej formie, jak obecnie robi to NSA „zostanie zakończone”. Niestety stwierdzenie to dotyczyło tylko metadanych Amerykanów, które docelowo mają nie być przechwytywane przez NSA.

Generalnie większość poruszonych dziś przez Obamę tematów dotyczyła kwestii wewnętrznych. Jeśli chodzi o telefoniczne metadane, to zgodnie z decyzją prezydenta USA, przez najbliższe dwa miesiące bazy metadanych pozostaną w NSA, do czasu aż we współpracy z prokuratorem generalnym, szefem wywiadu i po konsultacjach z Kongresem zostanie wypracowane „alternatywne” rozwiązanie, które najprawdopodobniej ograniczy się do nałożenia na firmy telekomunikacyjne obowiązku ich przechowywania i udostępniania na żądanie agencji.

Przez te 60 dni NSA każdorazowo będzie potrzebować nakazu sądowego, by bazy te przeszukiwać. Skala przeszukiwania danych ma zostać ograniczona – obecnie NSA zbiera dane telefoniczne nie tylko osób, do których dzwonił podejrzany, ale też osób, do których one dzwoniły i kolejnych – czyli ludzi z trzeciego kręgu. Reforma Obamy ograniczy możliwość poszukiwania koneksji przez NSA „tylko” do tzw. drugiego kręgu.

Obama zapowiedział też między innymi zmiany w funkcjonowaniu tzw. National Security Letters, czyli tajnych nakazów wydawanych przez FBI, od których nie można się odwołać, ani nawet pochwalić się, że się taki nakaz otrzymało. Doradcy Obamy postulowali między innymi, by nakazy te były zatwierdzane przez sądy, by były jawne (chyba, że sąd postanowi inaczej) oraz by były wydawane na 180 dni, a po tym czasie służby musiałyby się postarać o ich przedłużenie. Z tych wszystkich pomysłów ostało się tylko to, że NSL będą tajne tylko przez jakiś czas.

Jeśli chodzi o elektroniczną inwigilację Obama zapowiedział „zwiększenie ochrony” obcokrajowców, którzy inwigilowani są przez NSA. Nie wiadomo na czym to właściwie ma to polegać, ponieważ szczegółami ma się dopiero zająć prokurator generalny, ale na pewno nie będzie to oznaczało tego, że NSA nagle przestanie nas podsłuchiwać. W końcu robią to tylko dlatego, że ma to kluczowe znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa USA.

„Ludzie na całym świecie muszą wiedzieć, że USA nie szpiegują zwykłych ludzi, którzy nie stanowią zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa, i poważnie traktujemy ich obawy dotyczące prywatności,” przekonywał Obama.

Obama zapewnił także, że USA nie będą już monitorowały komunikacji szefów „zaprzyjaźnionych” i „sojuszniczych” państw. Oczywiście, jeśli „nie wystąpią nadzwyczajne okoliczności dotyczące bezpieczeństwa kraju”. Lista tych przywódców, ani kryteria uznawania przez USA innych państw za zaprzyjaźnione czy sojusznicze nie została przedstawiona, ale Biały Dom zapewnia, że skala tej decyzji jest znaczna i nie dotyczy tylko kanclerz Merkel.

„[Nasi sojusznicy] zasługują na to, by wiedzieć, że jeśli chcę się od nich czegoś dowiedzieć, to po prostu zadzwonię i zapytam, a nie będę uciekać się do inwigilacji,” odkrył nagle prezydent USA.

Niestety przy okazji swojego wystąpienia Obama nie ustosunkował się w żaden sposób do zaleceń swoich własnych doradców, którzy chcieli całkowitego rozdzielenia struktur NSA i US Cyber Command czy zaprzestania automatycznego przechwytywania przez agencję zaszyfrowanych danych. Nie odniósł się w żaden sposób do włamań na serwery firm telekomunikacyjnych przeprowadzanych przez NSA, nie poruszył też tematu rozmyślnego osłabiana zabezpieczeń przez agencję.

Generalnie można odnieść wrażenie, że Obama wygłosił zgrabne przemówienie, z którego nic nie wynika. Ilość wyjątków o nowych zasad, które mają być dopiero opracowane we współpracy z Kongresem, prokuratorem generalnym USA i samymi zainteresowanymi agencjami, jest tak duża, że „reformę NSA” Obamy można chyba podsumować słowami – wiele trzeba zmienić, by wszystko zostało po staremu.

Zdjęcie: NASA HQ PHOTO


podobne treści