internet

O tym jak Iron Maiden pojechało grać dla piratów

Firmy fonograficzne twierdzą, że tzw. piractwo jest plagą, która pozbawia artystów (czyt. firmy fonograficzne) należnego im wynagrodzenia. Niestety co rusz pojawia się ktoś, kto bezczelnie burzy ten obraz. Ostatni przykład dają muzycy Iron Maiden.

Choć o zespole Iron Maiden spokojnie powiedzieć można, że jego członkowie są „dinozaurami” heavy metalowej sceny muzycznej, jeśli chodzi o podejście do technologii, zespół na pewno nie zatrzymał się w 1975 roku. Po przeanalizowaniu danych dostarczonych przez brytyjską firmę analityczną Musicmetric, Iron Maiden postanowiło zarobić na swojej popularności wśród piratów. Podczas monitorowania popularności zespołu w sieciach społecznościowych na całym świecie zespół (zatrudniani przez niego technicy?) zauważył znaczący skok w krajach Ameryki Południowej. Tak się składa, że zauważyli oni również, że w tym samym rejonie ich muzyka jest bardzo często kopiowana. Zamiast grać przeciwko swoim nowym fanom i naciskać tamtejsze organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi do bardziej aktywnych działań, zespół postanowił to wykorzystać i zrobił to, co powinien zrobić w tej sytuacji każdy normalny artysta – pojechał zagrać dla swoich nowych fanów.

Od chwili, gdy legenda heavy metalu zorientowała się, że Ameryka Południowa jest „piraci” ich płyty, zespół odwiedza te rejony częściej, niż przed zauważeniem korelacji pomiędzy ilością fanów, a ilością pirackich płyt w obiegu. Przyjęta przez Iron Maiden strategia opłaciła się – sam koncert w Sao Paulo, który odbył się we wrześniu, przyniósł kapeli ponad 2,5 miliona dolarów. Nie tylko ze sprzedaży biletów, ale także ze sprzedaży płyt oraz gadżetów związanych z zespołem.

Miejmy nadzieję, że więcej grup pójdzie za przykładem Iron Maiden i uświadomi sobie, że fakt, iż ich twórczość cieszy się popularnością na torrentach, nie jest przekleństwem. I że można to wykorzystać.

Zdjęcie: Flickr/t.klick


podobne treści