gry

Najbardziej znienawidzone postacie z gier wideo

Gracze nie tylko mordują w realu (co twierdzą co niektórzy paranoicy zawzięcie tropiący takie przypadki na dowód tego, że gry to czyste, ucieleśnione zło), ale też na ekranach monitorów i telewizorów. A także są mordowanie i to bez żadnej litości przez mroczne postacie, których krótką listę tutaj przedstawimy.

Donkey Kong

Tak, tak, teraz ta wielka małpa zdaje się być nawet całkiem sympatyczna, doczekała się własnej serii i nie budzi już w nikim grozy. Jednak w samych swoich początkach DK był przykładem czystej, niczym nie zmąconej brutalności, bezlitośnie wykorzystującym swoją siłę do ciskania w biednego Mario beczek i fireballi.

Psycho Mantis (Metal Gear Solid)

Złoczyńca wyjątkowy, gdyż zdolny do zatarcia granicy pomiędzy graczem, a sterowanym przez niego awatarem, dzięki czemu nasza rozgrywka z nim i porachunki stawały się naprawdę osobiste. Tego wcześniej w grach nie było. Psycho Mantis mówił bezpośrednio do gracza, czytał to, co zostało zapisane na karcie pamięci i komentował to… Ogólnie rzecz biorąc, było to dość przerażające.

Bowser (gry z Mario)

Tak jak Donkey Kong – przez lata złagodniał i można go nawet polubić. Ale w czasach, gdy rządziło jeszcze osiem bitów, Bowser był najbardziej znienawidzonym i przeraźliwie okropnym złoczyńcą, jakiego tylko świat widział. Był potężny, przerażający i dowodził legionem psychodelicznych grzybów. Zwłaszcza to ostatnie budziło strach. Zwłaszcza jak miało się dziewięć lat.

Jaffar (Prince of Persia)

Gra, na której swoje palce w biegłości szybkiego przemieszczania się po klawiaturze ćwiczyło całe pokolenie. Książę stworzony przez Jordana Mechnera w 1989 roku, w pierwszej, najbardziej kultowej części swoich przygód, zafascynował cały świat. A przynajmniej tę jego część, która była wyposażona w pecety. Jaffar, jak wiemy, był złym wezyrem, który porwał Księżniczkę. Nieładnie i cóż, no po prostu nie dało się go lubić. Do tego wszystkiego jeszcze był zdrajcą, który zagarnął pod nieobecność Sułtana tron państwa, a samego Księcia uwięził w lochu. Prawdziwy potwór.

Duchy (Pacman)

Człowiek… to znaczy Pacman… to znaczy żółta kulka/piłka spokojnie pożera sobie kropki, a tu nagle nadciąga czerwona, różowa, niebieska i pomarańczowa śmierć. Duchy były kompletnie bezosobowe (jak to duchy zresztą), do tego czterech na jednego? Tak się po prostu nie robi.

Sephiroth (Final Fantasy VII)

Srebrnowłosy upadły anioł z ogromną kataną, a tak naprawdę wynik genetycznych eksperymentów, które przeprowadzili na nim… jego rodzice. Ciężko się zatem dziwić gniewowi Sephirotha. Jednak gracze nie wykazali zrozumienia dla trudnego dzieciństwa, przez co i tak nie mogli mu darować tego, że zabił on Aerith Gainsborough, jedną z ich ulubionych postaci.

Diablo (Hmmm… Diablo)

Czyli Lord of Terror. Wprawdzie innymi czarnymi charakterami serii byli jego bracia Baal i Mephisto, ale to właśnie Diablo, siejący śmierć i zniszczenie czerwonoskóry demon najbardziej zapadł w pamięć graczy.

Zbiorowi źli bohaterowie

Och, ci też się zdarzają. Nie są wprawdzie znani z imienia, przynajmniej nie pojedynczo, ale siedząc przed ekranem, gracz ma niezwykle silną ochotę wysłać ich wszystkich do Krainy Wiecznych Łowów. To oczywiście naziści, koszeni całymi seriami już od czasów ”Wolfensteina 3d” czy zombie, koszone całymi seriami od czasów niepamiętnych. A także na przykład obleśni, atakujący całymi legionami Zergowie.


podobne treści