news

Gwiazdy uzależniają się od Facebooka i Twittera

Gwiazdy i gwiazdeczki narzekały, że prześladują ich paparazzi, teraz
same odsłaniają swoją prywatność. Wśród polskich celebrities prym wiedzie Borys Szyc, który publikuje na Facebooku swoje zdjęcia z dziewczyną. Za granicą słynna „ćwierkająca para” to oczywiście Ashton Kutcher i Demi Moore, ale grono znanych i (nie)lubianych obecnych na Facebooku i Twitterze rośnie bardzo szybko.

Założenie profilu na Facebooku wiąże się z większym ryzykiem: Bill Gates przyznał, że utrzymanie profilu go przerosło, ponieważ nie nadążał z akceptowaniem osób, które chciały dołączyć do grona jego znajomych. Specyfika Facebooka, który umożliwia porozumiewanie się z gronem znajomych, niezbyt nadaje się do komunikacji, w której strony są nierówne – jedna bardzo znana, druga liczna i nieznana.

Twitter jest znacznie łatwiejszy do udźwignięcia. Wysyłanie 140-znakowych komunikatów kilka razy dziennie nie wymaga wielkiego wysiłku. Do tego zgryźliwe komentarze nie „wiszą” na profilu gwiazdy. Tweety są zwięzłe i czyste (tekst), choć zarazem dają wiele możliwości – gwiazda może informować o prozaicznych czynnościach wykonywanych w ciągu dnia lub filozofować, komentować bieżące wydarzenie lub żartować.

Tweety są zazwyczaj mało wartościowe. Ile osób interesuje, jak użytkownik się dziś czuje, czy ma dobry humor i że nie może doczekać się weekendu? Głównym beneficjentem ćwierkania jest ćwierkający – osoba, która puszcza wiadomość w cyberprzestrzeń ma poczucie, że jest ważna, ma przecież coś do powiedzenia. Chce wzbudzać zainteresowanie swoją osobą. Gwiazdom to się akurat udaje.

#!#photo2#!#

Jednym powodem, dla którego celebrities udzielają się na portalach społecznościowych i blogach jest kontrola. Bez pośrednictwa mediów i dziennikarzy, bezpośrednio wpływają na swój publiczny wizerunek i mają możliwość na bieżąco skomentować doniesienia na swój temat.

Gwiazdy korzystają z Facebooka i Twittera także po to, by karmić swój narcyzm. W tym nie różnią się wcale od innych użytkowników. Pochlebny komentarz pod zdjęciem, liczba przyjaciół, zainteresowanie – to wszystko sprawia, że nasze ego nieco puchnie. Kto inny, jeśli nie gwiazdy, cierpi na wygłodzone ego?

Kolejny powód to czysty ekshibicjonizm. Przyzwyczajenie do obecności w mediach prowadzi do sytuacji, w której celebrities przestają dbać o własną prywatność, skromność, a nawet bezpieczeństwo. Dał tego przykład Kutcher, który opublikował na Twitterze zdjęcie wypiętej pupy żony bez jej zgody. Nie jest to zdjęcie nieestetyczne, ale jak wytłumaczyć fakt upubliczniania zdjęć obnażonej bliskiej osoby? Nawet, jeśli ona sama się wcześniej obnażała?

Ostatni możliwy rodzaj motywacji do korzystania z serwisów społecznościowych to przymus. Amerykanie nazwali już nawet schorzenie polegające na uzależnieniu od Facebooka – Facebook Addiction Disorder. Jeśli zwykli śmiertelnicy mogą całe dnie spędzać przy włączonym komputerze, dlaczego nie gwiazdki? Objawy FAD to zwykłe symptomy uzależnienia. Polegają na podporządkowaniu czasu aktywności na portalu oraz oznakami „głodu” w razie niemożności skorzystania z Facebooka – nerwowością i agresją. Demi Moore publikuje nowe wpisy na Twitterze nawet podczas nagrania show telewizyjnego z jej udziałem. To nie jest zachowanie kompulsywne?

Jak już pisaliśmy, gwiazdki typu Lindsay Lohan potrafią obnażać za pomocą Internetu głównie własną bezmyślność. Ciekawe, czy polskie gwiazdy pójdą za przykładem Szyca i postawią na autokreację za pomocą portali społecznościowych i blogów. Ciekawe, czy będą z tych narzędzi potrafiły korzystać rozważnie.

[Admagazine, Wprost, Telegraph, Guardian, Plejada, Facebook]


podobne treści