grynews

FIFA 11 – nasza recenzja (PS3)

Seria futbolówek od EA miała krótką serię wzlotów oraz długą historię upadków. FIFA 11 skrojona jest według starego, powtarzanego co roku, schematu – dajmy to samo, z tym, że odrobinę bardziej dopracowane. Całe szczęście, jedenastka, która bazuje na dwóch poprzednich częściach, jest całkiem niezła. Prawie tak samo dobra, jak niezapomniana FIFA 98: Road to World Cup. 

Nie bez powodu wspomniałem o starej, dobrej edycji 98. Była to ostatnia FIFA, która mi się podobała. Kolejne, wydawane cyklicznie, części spadały w otchłań, dodatkowo gnębione przez coraz lepsze ISS oraz, w późniejszych czasach, PES. Rewolucję wywołała dopiero FIFA 09, która zawojowała konsole nowej generacji. Choć nie lubię gier sportowych, sam grałem w nią bez zgrzytania zębami. Jedenastka jest kolejnym etapem udanej ewolucji i jeśli graliście w jakąkolwiek (nową) piłkę od Elektroników, wiecie czego możecie się spodziewać. Dobra gra znowu stała się odrobinę lepsza.  

#!#photo2#!#

W nowej odsłonie znalazło się miejsce dla kilku zmian. Pierwszą z nich jest system personality +. Jak zarzekają się twórcy, dzięki temu bajerowi, wirtualni zawodnicy jeszcze bardziej przypominają swoje żywe, biegające po murawach, pierwowzory. Na rozgrywkę mają wpływ nawet takie czynniki jak budowa oraz waga cyfrowych piłkarzy. Ponieważ na stadionach FIFY 11 nie ma wag, nie mogłem sprawdzić tego empirycznie. Prawda jest taka, że już wcześniej mogliśmy bez problemów poznać Ronaldo i zauważyć, że bardzo dobrze radzi sobie na boisku. Cieszę się, że EA tak pieczołowicie przykłada się do realizmu, ale nie traktuję tej nowości zbyt serio. Niestety, mecze naszej Ekstraklasy dalej wyglądają jak wojna klonów, które właśnie opuściły muzeum Maddame Tussaud. 

Kolejną nowością jest możliwość grania bramkarzem. Przyznam szczerze, choć ten dodatek przypomniał mi czasy WF-u w podstawówce, nie jest on zbyt ciekawy. Zabawa goalkeeperem jest po prostu nudna. Wierzę, że setki fanów Boruca będą tym zachwycone, ale moim zdaniem, jest to niszowy tryb gry. Ostatnią nowością jest nowy system podań, nazwany finezyjnie pro passing. Przekazanie piłki kumplowi z zespołu stało się odrobinę trudniejsze, ale bardzo szybko można połapać nowe zasady rozgrywki. Sekret tkwi w precyzji – należy dobrze obrać kierunek oraz siłę podania. Za cenę większego wysiłku otrzymujemy możliwość rozgrywania naprawdę ciekawych i miłych dla oka akcji. Coś dla fanów spokojnej, ale misternie zaplanowanej ofensywy. 

#!#photo3#!#

Reszta pozostała w zasadzie po staremu. Zmienił się odrobinę układ menu, które swoją drogą, jest niezbyt czytelne, ale to zapewne tylko moja fanaberia. Możemy rozegrać szybki mecz, turniej, sezon, oraz oczywiście, karierę (jako zawodnik, manager lub grający trener). Na osłodę pozostaje tryb wirtualnej gwiazdy, czyli tworzenie własnego piłkarza, oraz zabawa w sieci. W multiplayerze tym razem można grać w 11. Tak, przez Internet też można zakosztować nudy bycia bramkarzem. Bez większych zmian pozostała również oprawa. Dźwięk dalej stoi na bardzo wysokim poziomie (dobry soundtrack) a grafika odrobinę się postarzała. Mimo tego, FIFA 11 dalej brzmi i wygląda przyzwoicie. Można nawet nagrać swoje własne przyśpiewki.

Zastanawiam się, dokąd ta ewolucja doprowadzi kolejne części FIFY. Oby dwunastka nie była kolejną, niezbyt miłą przepowiednią Majów. Po cichu liczę, że ponownie nastąpi jakaś rewolucja, która na nowo zdefiniuje wirtualną piłkę. Wracając jednak do chwili obecnej. Jedenastka jest futbolówką godną polecenia i nie piszę tego dlatego, że nie ma żadnej konkurencji.


podobne treści