news

„Ej ty, wyłącz tę kamerę!”

Chcę powiedzieć parę słów o oglądaniu koncertu na własne oczy, bez próby uwiecznienia go na dysku kamery czy w telefonie komórkowym.

Nigdy nie zapomnisz, gdy na koncercie oberwałeś kawałkiem gitary, którą sekundę wcześniej rozbił o scenę któryś z gitarzystów. Lub gdy nie ruszyłeś się spod sceny przez bite dwie godziny, mimo pełnego pęcherza po trzech wypitych jasnych pełnych. Dla takich momentów warto żyć. To właśnie je będziesz wspominać za każdym razem, gdy usłyszysz słowo „koncert” lub nazwę ulubionej kapeli. Równie dobrze możesz nic pamiętać, jeśli zamiast trzech piw wypiłeś sześć. Jednak następnego dnia kac, zakwasy w nogach i ból gardła powiedzą ci, że było warto, bo dałeś z siebie wszystko.

Nie można tych wrażeń w żaden sposób porównać do prób trzymania przez pół godziny, nieruchomo w powietrzu ręki, w której dzierżysz najnowsze cyfrowe cacko, które nagranym filmem lub zdjęciami w żaden sposób nie odda atmosfery imprezy na której byłeś.

Te pamiątki mogą trwać na Facebooku przez wieczność, lecz czy naprawdę warto nimi szpanować? Rozmazaną plamą o rozdzielczości 5Mpx na nikim nie zrobisz wrażenia, tak samo nagraniem które brzmi jak nieudany cover kapeli garażowej.

To, że możesz coś udokumentować nie znaczy, że powinieneś to zrobić. Nie spinaj się po to, żeby zrobić idealne zdjęcie lub nagrać 10-sekundowy film. Nie ma takiej kamery na świecie, której nagranie oddałoby to, co czułeś na koncercie. Twoja głowa najlepiej zarejestruje wszystko to co cie otacza . Wiec, na litość boską!, odłóż tę kamerę i baw się dobrze!

Zdjęcie: Mosesxan.


podobne treści