portale społecznościowe

Dlaczego oświadczyny na Twitterze to zły pomysł

Mike Duerksen z Winnipeg wpadł na pomysł, by ze starannie zaplanowanych oświadczyn uczynić wydarzenie publiczne. Dlatego przez cały dzień relacjonował 12-godzinną randkę z wybranką na specjalnym koncie na Twitterze. Randkę zakończoną oferowaniem pierścionka. Tak, właśnie tę, która powinna być prywatna.

Wpisy pojawiające się na #MikeProposes stały się na Twitterze bardzo popularne. W końcu to takie romantyczne! Ludzie przesyłali dalej najświeższe informacje o „postępach akcji” oraz odpowiadali na podsycające atmosferę pytania Mike’a typu: „Jak sądzicie, powie tak?”.

Co teraz, panie Duerksen? Za pomocą mediów społecznościowych będzie pan informował także o przygotowaniach do ślubu, ceremonii oraz przebiegu nocy poślubnej?

Nietrudno się domyśleć, co o tym wszystkim myśli wybranka Mike’a. W jednym z pierwszych tweetów na temat „akcji oświadczyny” cyberromantyk przyznał:

Pierwsze wyzwanie przede mną: J. chce, bym wyłączył smartona i skupił się na spędzanym wspólnie czasie. #MikeProposes

Oczywiście nie posłuchał próśb, ponieważ zbytnio przywiązał się do swojego pomysłu oświadczyn na Twitterze.

Wie pan co, panie Duerksen? Zasługuje pan tylko na pozostanie w czułym związku z własnym telefonem. [TNW]


podobne treści