naukanews

Czy dłoń zanurzona w ciekłym azocie zamarza?

Na początku ostrzeżenie, by nie próbować tego w domu. Ktoś już to sprawdził, więc możemy zaświadczyć, że dłoń zanurzona w lodowatym ciekłym azocie wychodzi z operacji cała, nawet z nienaruszonym naskórkiem. Wszystko z powodu zjawiska Leidenfrosta. Uwaga, występuje ono tylko przez chwilę.

PopSci pisze o eksperymencie, w którym Theodore Gray, zawierzając nauce, postanowił sprawdzić zjawisko Leidenfrosta na własną rękę. To znaczy na własnej dłoni. Zanurzył ją w ciekłym azocie dosłownie na moment i mówi, że „prawie nie odczuł chłodu”.  Jego dłoń została otoczona warstwą ochronną złożoną z małych bąbelków. Efekt utrzymuje się tylko przez chwilę, więc natychmiastowe wyciągnięcie dłoni z naczynia jest konieczne. Powstawanie złożonej z gazu „warstwy ochronnej” w miejscu styku płynu i znacznie gorętszego ciała stałego opisał w 1756 roku niemiecki lekarz i naukowiec Johann Gottlob Leidenfrost. Zjawisko tłumaczy m.in. dlaczego kropelka wody nie wyparowuje natychmiast z nagrzanej patelni, tylko wędruje po niej na poduszce z pary wodnej.

Teoretycznie, równie bezpieczne byłoby zanurzenie mokrego palca w płynnym ołowiu. Tego jednak Gray nie sprawdził, i wcale mu się nie dziwię. [Sam Biddle/giz, PopSci]

Update: Eksperyment z płynnym ołowiem zakończony powodzeniem.

Uwaga! Bez zmoczenia dłoni wodą, skutki będą zupełnie inne.


podobne treści


  • Marcin Molczyk

    Japończycy wiele wyjaśnili w tej kwestii stacjonując w Mandżurii, podczas swej chińskiej wyprawy.

  • a

    Ołów był sprawdzany na Discovery bodajże w Klatce Czasu. Przeszło

  • rknul

    U mnie na wydziale bawili się z ciekłym azotem poprzez polewanie dłoni nim. Można to śmiało wykonać w domu. Jedynie nie można mieć na ręku obrączek, ani bransoletek. Ręka mocno ugięta i lejemy na dłoń :) Wtedy wszystko „zlatuje” po naszej dłoni, a my nic nie czujemy. Właśnie dzięki tej „poduszce”

  • sp2nbd

    Będąc uczniem podstawówki (lata 50-te) byłem świadkiem jak robotnik topiący ołów celem zalania tz mufy zamieszał ołów palcem. Zbaraniałem, ale dałem się namówić, i posliniony palec wsadziłem do ołowiu – nic mi się nie stało. Muszę jednak przyznać, żę adrenalina mi podskoczyła.