internet

Assange chce śledzić internetowych szpiegów

Czy w dzisiejszym świecie użytkownik może skutecznie obronić się przed inwigilacją NSA? Można oczywiście próbować, jednak Julian Assange najwyraźniej uważa, że najlepszą obroną jest atak. Kierowane przez niego WikiLeaks zainaugurowało właśnie projekt Wikileaks Counterintelligence Unit, który zmierza do aktywnego monitorowania działalności jednostek pracujących nad programami inwigilacji Internetu.

WikiLeaks zainteresowało się więc działalnością najważniejszych pracowników firm typu Booz Allen Hamilton. Co prawda organizacja nie dysponuje jeszcze żadnymi materiałami na temat podwykonawcy NSA oraz byłego pracodawcy Snowdena, jednak ludzie Assange’a mają bardzo interesujące informacje na temat pracowników takich firm jak na przykład brytyjskie Gamma International. Właśnie ta firma stworzyła niesławne oprogramowanie szpiegujące o nazwie FinFisher.

Opublikowane przez WikiLeaks materiały dotyczące konkretnych pracowników firm, które dostarczają rządom narzędzia do inwigilacji obywateli, wyglądają jakby same pozyskane zostały przy pomocy jakiegoś rodzaju systemu do śledzenia telefonów komórkowych. Możemy więc zobaczyć kiedy dana osoba przyleciała na przykład do Włoch a kiedy jej telefon był poza zasięgiem. W przypadku firm WikiLeaks opublikowało posiadane przez siebie ulotki reklamowe, nagrania i prezentacje dotyczące technologii. Wynika z nich, że oferują „legalnym władzom” między innymi systemy masowego monitoringu sieci telekomunikacyjnych, urządzenia do przechwytywania rozmów telefonicznych, smsów a nawet telefonów satelitarnych.

WikiLeaks ma nadzieję, że opublikowanie tych informacji przyczyni się do ujawnienia tego, które rządy kupują jakie technologie od tych firm i w jaki sposób ich oprogramowanie może zostać wykorzystane. Assange twierdzi, że kierowana kierowana przez niego organizacja opublikowała te dane, ponieważ „opinia publiczna ma prawo wiedzieć takie rzeczy”, zawłaszcza, że działania rządów zagrażają wolności słowa oraz dziennikarstwu śledczemu.

Choć powyższe twierdzenie przez niektórych zostanie zapewne uznane za przesadzone, przynajmniej w jednym przypadku już udało się powiązać czasowo wizyty specjalistów z Gamma International oraz z Hacking Team z problemami technicznymi i atakami DDoS jakie od kilku lat trapią opozycyjne strony internetowe i serwery niezależnych od rządu mediów. Takie incydenty mają podobno miejsce w Malezji od co najmniej pięciu lat ale znacząco nasiliły się przed majowymi wyborami, które, o dziwo, wygrała partia rządząca tym krajem nieprzerwanie od 1957 roku.

Zdjęcie: Flickr/acidpolly


podobne treści