newstablety

666 MHz: Lans kontra komunikacja miejska

Przejażdżki autobusami lub pociągami nie należą do najprzyjemniejszych. Szczególnie te krótkie, w zatłoczonych środkach komunikacji miejskiej. Jednak każdy szanujący się lanser wie, że takie podróże są najlepszą okazją do zabłyśnięcia nową, elektroniczną zabawką. Na złość pozostałym pasażerom.

Krótka, aczkolwiek bardzo wzniosła historia lanserstwa w pojazdach transportu miejskiego, zaczyna się od książek. Co jest złego w ludziach, którzy zmieniają autobus w tymczasową czytelnię? Nic, oczywiście o ile robią to z głową – wykorzystują wolne miejsce i bez narażania życia innych osób, spokojnie wertują swoją książkę lub gazetę. Sam często tak robię, słowo pisane to jedna z niewielu możliwości ucieczki od śmierdzącej oraz ciasnej rzeczywistości tramwaju. Niestety, ktoś musiał zauważyć, że książka może też być elementem lansu. Najlepiej taka obcojęzyczna, czytana ostentacyjnie i trzymana niechlujnie – tak, aby przy każdym hamowaniu jej właściciel (lub właścicielka) mógł teatralnie upaść na pasażera obok. Przecież inni muszą wiedzieć jak ciężkie jest życie intelektualisty, który zamyka się razem z plebsem w metalowej puszce na kółkach!

Swój udział w rozwoju metod lansu miały również telefony komórkowe. W pierwszej kolejności śpiewające, o których wspominałem jakiś czas temu. Właściciele tych małych, kolorowych potworków nigdy nie spieszą się z odebraniem telefonu. Niech gra, w końcu ustawiony jest najgłośniejszy dzwonek i najgorsza melodia w stylu „Manieczek”. Później nadeszła era smartfonów – kiedyś domena ludzi biznesu, teraz wszystkich posiadaczy jednej złotówki, którzy upatrzyli sobie „dotykowca” w najtańszym abonamencie. Ten szybki rozwój telefonii komórkowej sprawił, że dzisiaj już nikt nie ogląda się za dużym i migoczącym wyświetlaczem. Skończyły się czasy podrywu na iPhone’a. Całe szczęście, pewien pan wymyślił, że taki telefon trzeba powiększyć do absurdalnych rozmiarów.

Wyobraźcie sobie warszawskie metro w porannych godzinach szczytu. Pociągi są tak nabite, że upuszczenie czegokolwiek na podłogę jest jednoznaczne z jego zaginięciem. Nawet, jeśli byłby to malutki niemowlak. Nagle w drzwiach pojawia się przykładny lanser, ze stoickim spokojem przepcha się i po zajęciu odpowiednio odsłoniętej miejscówki, wraca do… oglądania filmu na iPadzie. Serio?! Czy szczerzenie się do lśniącego ekranu przy jednoczesnym wbijaniu współpasażerowi łokcia w głowię to niezbędna rutyna uzależnionego miłośnika gadżetów? Nie, ale życie w stolicy pisanej przez trzy „f” ma swój bieg.

Są też tacy, którzy swoje skłonności do lansu ukrywają pod delikatnym płaszczykiem pracy. Mówię o stereotypowych „bajer-garniakach”, wracających właśnie z castingu do trzeciej części Wallstreet. Kilku takich spotkałem podczas moich powrotów do domu – wygodnie rozkładają się w pociągu, zakładają nogę na nogę i wyciągają swojego (koniecznego do pracy) notebooka. Problem w tym, że jest to linia Warszawa-Małkinia, która w przeciągu 10-40 minut dowozi miłośników bigosu oraz wódki w butelkach po oranżadzie do podwarszawskich miasteczek oraz wiosek. Jak rozumiem, są to idealne warunki pracy rekinów finansjery – aż chce się spojrzeć, jak skrupulatnie układają ikonki na pulpicie i zmieniają tapetę.

Na koniec dodam, że nie chodzi mi o jakże polską zazdrość. Nie bronię nikomu chwalenia się swoim telefonem, tabletem lub komputerem – w końcu jest to jedna z funkcji tego typu sprzętu. Sam mógłbym szpanować PSP podczas podróży tramwajem. Nie robię tego jednak z jednego prostego powodu – nie ma to sensu, komunikacja miejska oferuje za mało miejsca na rozrywkę oraz pracę. Pokazowe korzystanie z dobrodziejstw nowoczesnej technologii nie jest wygodne ani dla użytkownika, ani dla osób w jego okolicy. Niestety, wiem, że z pewnymi zachowaniami ciężko jest walczyć i zamiast irytować się – lepiej założyć słuchawki oraz podziwiać przewijające się za oknem widoki. Ewentualnie… można się przyłączyć! [zdjęcia: douchebagswithipadsuzonyc, flickr]

PS. Złośliwe 666 MHz pojawia się cyklicznie, raz w tygodniu, w sobotę. Jeśli macie w głowach jakieś tematy, pomysły lub sugestie – piszcie na mojego maila: [email protected].

#!#ankieta#!#


podobne treści


  • Anonim

    iPad pierwszej generacji to już nie lans… iPad 2 to już inna sprawa, ponieważ jest bardzo ciężko osiągalny, a jedynkę można nabyć za ‚grosze’, np. w Plus GSM, lub innej sieci.

  • kzawada94

    Ej! Co autor ma do MANIECZEK!?

  • cieniasss

    Na PSP, lub DS sam często pogrywam w autobusie. Przez 25-45 minut można sobie trochę poexpić;)

  • Michał Misiek Lebecki

    Lubię tę Twoją ironię Kamilu ale powiem Ci szczerze – przykład z Londynu, tam w metrze każdy coś czyta (czy to gazetę, książkę czy WSJ na iPadzie – ot taki, inteligentny naród). Tablety różnią się od gazet tym że zajmują dużo mniej miejsca i w upakowanym wagonie korzysta się z nich wygodniej – z ulgą dla pozostałych ;) Komputery to oczywiście inna historia. Zwłaszcza te starcjonarne z akumulatorem :D

  • planes

    Żenada. Można wyjąć w tramwaju nawet i złotego ipada i co z tego…komu to zaimponuje?? Przecież jedziecie tramwajem albo metrem a to oznacza, że nie stać was na samochód!
    A faceci w garniturkach i pociągu?? Tylko udają bogatych..gdyby rzeczywiście mieli kasę to nie wracali by syfistym pociągiem tylko własnym autem.
    Reasumując lans i komunkacja miejska??? To pojęcia, które same się wykluczają. Nie można szpanować komukolwiek czymkolwiek jadąc zdezelowanym tramwajem.

  • tomi28

    Warszafffuiacy jakby byly gniazdka to by szpanowali stacjonarnymi.Ja tam czytam mala ksiazeczke do nabozenstw!

  • pio11

    Ja tam na co dzień biorę iPada do metra. Jest to takie małe centrum rozrywki. Jak jadę 2 godziny zapchanym autobusem na zajęcia mimo tłoku wyjmuję iPada i oglądam film. Nie obchodzi mnie czy ktoś uzna mnie za lansera. Kupiłem sobie go po to żeby w jakiś sposób ułatwić sobie życie. Filmy w autobusie na prawdę pozwalają zapomnieć o korkach, a czas leci o wiele szybciej. W metrze jadąc z końca do końca wolę popracować nad prezentacją do szkoły. Jednak czasami się nie da. Ludzie się gapią i machają głowami. Wtedy rzucam jakiś tekst: „uważaj bo skręcisz sobie szyję” albo „co się gapisz”. Ja nie gapię się na ludzi bo wiem że to jest krępujące więc sam ostro reaguję na tego typu zachowanie. Zdarzają się perełki które podchodzą do mnie i zaczynają się nabijać, że lansuje się iPadem. Wtedy śmieję się głośniej od nich i mówię im że szkoda mi ich i że to niesamowite co zazdrość robi z ludźmi. Zapewniam ich wtedy że też mogą sobie kupić iPada. I ot całe lansowanie się. Jeśli coś kupiłem to co ma to innych obchodzić…

  • stefan

    e-readera! i to tyle w tym temacie. Kindle FTW! Ewentualnie coś innego :p

  • Tomasz Maciejewski

    kindle :)

  • planes

    A ja się popieram planes. Jeżeli jeździcie tramwajem albo autobusem to żadni z was lanserzy. Nie stać was na auto i tyle

  • navistar

    Na Kindelku, na trasie Wawa – Mińsk Maz. przeczytałam ostatnio wszystkie zaległości książkowe z ostatnich lat… Na „normalnoformatowe” książki nie miałem dotąd miejsca w teczce i czasu w domu. E-ink to strzał w dziesiątkę.

  • Anonim

    O czym właściwie jest ten felieton? O tym, że ludzie w tramwaju czytają książki i bawią się telefonem? I to w jakiś magiczny sposób automatycznie czyni z nich lanserów? Czy jeśli kupię sobie nowy gadżet, to przez pół roku powinienem wyciągać go tylko w piwnicy przy zgaszonym świetle, bo w przeciwnym razie ktoś zobaczy, że go używam i zostanę okrzyknięty lanserem? Dla jasności – nie mam iPada, nie mam nawet iPhona, bo nigdzie nie mogłem się z niego dodzwonić i musiałem go sprzedać, ale nie wiedziałem, że nawet czytając książkę można podpaść.

  • Michał Szabłowski

    U mnie jest to Kniga lub PSP w zależności od długości trasy.

  • dnbzone

    Takie artykuly jak ten powinien ktos moderowac i je usuwac. Jestem tym po prostu zażenowany. Jak mozna oceniac kogos kto kupil ogolno dostepny produkt jakim jest iPad lub iPhone lub cokolwiek innego i z niego korzysta w miejscu publicznym, ze sie lansuje. Skad ten prawdopodobnie zmiażdzony biedą i zawiscią autor wie ze ten kto ma w reku iPada sie lansuje. Jak lansowaniem mozna nazwac normalne korzystanie z urzadzenia – czytanie artykułów na iPadzie. Idac tym tokiem myslenia powinnem jezdzic swoim audi RS4 tylko po terenie swojej działki, bo jak wyjade do marketu na zakupy to bedzie lans