gryinternetnews

666 MHz: Infoholizm – zagłada dla ludzkości

W mrocznych zakątkach Sieci czają się oszuści, złodzieje i gwałciciele. Jednak to nie wszystkie niebezpieczeństwa czyhające na niewinnych członków społeczeństwa informacyjnego – jednym z największych jest infoholizm, godny konkurent wódki, nawet w Polsce!

Kilka dni temu, ze względu na obowiązki „naukowe”, w moje lepkie łapska wpadła książka „Oblicza ubóstwa w społeczeństwie informacyjnym” (2006) autorstwa Agnieszki Szewczyk – utytułowanej specjalistki z zakresu nauk społecznych, ekonomicznych i informatycznych. Lektura przydała mi się w opracowaniu nieprzyzwoicie modnego pojęcia wykluczenia cyfrowego. Niestety, jak zawsze w takich sytuacjach, chorobliwa ciekawość zapędziła mnie w inne rozdziały wspomnianej publikacji. W ten oto sposób zaznałem oświecenia związanego z poznaniem infoholizmu oraz metod na walkę z nim.

Nietrudno zgadnąć, że infoholizm to uzależnienie od informacji. Zamiast kieliszków lub fajek wypełnionych różnymi substancjami, za pośrednictwem ekranów szprycujemy się strumieniem danych płynącym prosto z Internetu. Oczywiście, jest to tylko moje autorskie uproszczenie. Autorka przez kilka akapitów rozwodzi się nad moralnością oraz wartościami takimi jak wolność, które powinny decydować o naszych kontaktach z nowoczesną techniką. Jako ignorant, mógłbym te przemyślenia, podparte licznymi cytatami znanych osób, nazwać „filozoficznym bełkotem”. Przyznam jednak, że infoholizm naprawdę może dać do myślenia.

Czerwona lampka zapala się po fragmencie: „problem uzależnienia od gier komputerowych (…)”. Wiadomo jak większość użytkowników Internetu reaguje na takie stwierdzenia – starsza pani pewnie się zagalopowała pomiędzy kolejnymi sesjami z kółkiem różańcowym. Gdybym chciał, mógłbym ponabijać się z faktu, że profesor Szewczyk sugeruje, iż sześć lat po premierze, dziecko mogłoby kupić „Carmaggeddona” 2000. Nie zrobię tego z prostego względu – pomijając pewne nieaktualne informacje oraz drobną nieznajomość tematu – autorka brzmi bardzo sensownie. Myślę, że rodzice mający na bakier z Siecią oraz grami, mogliby bez zażenowania czerpać z jej rad – wyszłoby to zarówno im, jak i ich pociechom na dobre.

Później, gdy dzieciaki przed komputerami ustępują ogólnemu spojrzeniu na infoholizm, zaczyna robić się coraz gorzej. Apogeum nadchodzi wraz z prostym schematem, który obrazuje proces wejścia i wyjścia z tego uzależnienia. Padają przy okazji dość mocne słowa: „[po ponownym uzyskaniu trzeźwości – dop. qam] nie ma powrotu do grania kontrolowanego, tak jak nie ma powrotu do picia i palenia kontrolowanego (tylko jeden kieliszek, tylko jeden papieros, tylko ta gra, która właśnie się pokazała)”! Porównanie interaktywnej rozrywki do patologicznego chlania powinno wywołać wściekłość każdego fana gier. Nawet tego, który myśli jedynie o cyberkrowach w FarmVille.

Dlaczego tak jest? Odpowiedź wydaje się dość prosta – większość osób oburzających się na takie słowa gra lub używa Internetu od wielu lat i nie zauważyło u siebie cech niezrównoważonych morderców lub starych pijaków bijących swoje żony. Nie znamy też osób, które wykazywałyby drastyczne objawy infoholizmu znane chociażby z Chin oraz Korei. Nazwanie nas (czytelnicy tego tekstu też się wliczają) chorymi jest jawnym nadużyciem i powinno być napiętnowane. Ten odcinek 666 MHz nie jest jednak próbą zabrania głosu w niekończącej się i całkowicie idiotycznej dyskusji wartościującej surfowanie po Sieci z piwem w ręku czy też granie w brutalne produkcje.

Myślę, że po ochłonięciu i wyeliminowaniu z debaty argumentów takich jak „gry oraz Internet to dziedzictwo Adolf Hitlera”, mimo wszystko warto jest zastanowić się nad całą sprawą. Czasem proste odpowiedzi nie są prawidłowe a problemy błahe nabierają realnych kształtów dopiero wraz upływem lat. Niech więc ten artykuł będzie dla was przyczynkiem do przemyślenia, czy rzeczywiście dobrze wykorzystujecie swoją nieograniczoną, technologiczną wolność! [obrazki: CdAction, CdAction]

PS. Złośliwe 666 MHz pojawia się cyklicznie, raz w tygodniu, w sobotę. Jeśli macie w głowach jakieś tematy, pomysły lub sugestie – piszcie na mojego maila: [email protected].

podobne treści

  • Anonim

    No cóż uzależnić się można od wszystkiego nawet wysiłku fizycznego (jak najbardziej polecany „nałóg”). Pytanie więc nie powinno brzmieć czy ktoś jest uzależniony tylko jak bardzo to uzależnienie jest szkodliwe dla niego i otoczenia.

    ps wolę internetoholizm od bezmyślnego przyjmowania papki serwowanej przez TV (nie oglądam i nie zanosi się na to żebym do tego wrócił).

  • miknaz

    prwada jest tak aze z tego co się orintuje to jest tylko jedna znana substancja od której można się na zawsze uzależnić i to jes kokaina… Reszta to po prostu efekt nuru w psychologii, w którym nadużywanie takich terminów jak trzeźwość i uzależnienie to pikuś. Jak najlepiej pacjentowi odebrać nadziję na wyleczeni proste trzeba mu powiedzieć że jego choroba jest nieuleczalna. W przypadku chorób psychicznych i zaburzeń(uzależnienie psychiczne najważniejszy aspekt uzależnienia wogóle bo fizycznie masz detox i do domu a w psychice nadal reszta zostaje) powstaje wtedy tzw sprzężenie wzrotne, błędne koło pacjent sie leczy bo nie może się wyleczyć a nie może sie wyleczyć bo wierzy w to ze nie może być wyleczonym. Tak jest z alkoholizmem i narkotykami. Z uzależnienia można wyjść tylko potzreba odpowiedniej terapii, jak masz nieodpowiednią to nie wyjdziesz i tyle. Proste jak budowa cepa jak komus powierzasz życie i on ci mówi że zawsze będziesz już alkoholikiem to mu wierzysz i zawsze nim zostajesz tak długo jak nie wyjdziesz z tej matni… Psychologowie tworzą takie samospełniające się proroctwa a po co? Nie wiem po co pewno dlatego że sami w te bzdury wierzą…