wtf

Zombie apokalipsa jest możliwa

Jasne, jasne, śmiejcie się. Niestety, kiedy będziecie musili wreszcie mi przyznać rację, może już być za późno.

Oczywiście nie mówimy tutaj o zombie w takim szalenie dosłownym tego słowa znaczeniu czyli o żywych trupach. Te raczej są niemożliwe. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że aby się poruszały,  musiałby wciąż sterować tym mózg, mózg działający nota bene, czyli ciężko mówić w takim przypadku o stuprocentowym trupie, prawda? Poza tym, żeby działał, potrzebuje tyle energii, że działać powinny także i pozostałe organy, jej mu dostarczające. Ale już coś na kształt zombie zamiast zombie sensu stricte… Czemu nie? Istnieje parę sposobów na doprowadzenie kogoś do takiego stanu. I nie, nie chodzi tu w tym momencie o alkohol. A także o bardzo dużo alkoholu.

Po pierwsze, pasożyty mózgu. Choćby pierwotniak toxoplasma gondii, powodujący toksoplazmozę. Jego żywicielem ostatecznym są koty domowe i co niektóre kotowate. Pośrednimi zaś – wszystkie ssaki, wliczając w to człowieka. Szacuje się, że nawet 50% homo sapiens sapiens może być nosicielami, jednak choruje niewiele osób. Ale gdyby tak wynaleziono czynnik spustowy dla tego pierwotniaka, zmagalibyśmy się z epidemią ludzi, których mózg został opanowany i którzy utracili zdolność racjonalnego myślenia, instynkt samozachowawczy i snują się po ulicach na kształt zombie.

Po drugie, neurotoksyny. Użyjcie na przykład tetradoksyny, występującej u ryb rozdymkowatych (to ten znany japoński kulinarny rarytas, na którego przygotowywanie trzeba tam posiadać specjalną licencję, inaczej może się to skończyć śmiercią klienta), by maksymalnie spowolnić funkcje życiowe człowieka, a potem pobudźcie go dla odmiany alkaloidami. Alkaloidy to związki pochodzenia roślinnego zawierające azot, na przykład występujące w morfinie, kodeinie, kofeinie czy nikotynie.

Po trzecie, choroby przejmujące kontrolę nad mózgiem. Takie jak choroba Creutzfelda-Jacoba, znana szerzej jako ”choroba wściekłych krów”. Myślicie, że ciężko byłoby wyprodukować wirusa, powodującego takie same objawy?  To znaczy, że nie znacie za dobrze koncernów farmaceutycznych.

Po czwarte, nanoboty. Wkraczamy baaaaardzo powoli, ale jednak w erę, kiedy zaczniemy ich wreszcie używać na większą skalę. Czy da się je wprowadzić do organizmu ofiary w ten sposób, by ta się nie zorientowała? Prawdopodobnie tak. Czy da się je zaprogramować tak, by zostawiły nienaruszony pień mózgu, niszcząc zarazem części kory mózgowej odpowiedzialne za stany emocjonalne, popędy oraz ich kontrolę? Odpowiedź jest zapewne taka sama.

Po piąte, mutacje wirusów. Wirus wścieklizny potrafi zamienić człowieka w nie potrafiącą się kontrolować agresywną bestię. Problemem jest to, że nie jest w stanie rozprzestrzenić się na naprawdę dużą skalę… Ale gdyby tak połączyć go na przykład z wirusem grypy? ”Oczywiście, mogę sobie wyobrazić hybrydę wścieklizny z grypą tak, by przenosiła się drogą kropelkową, a także z odrą, by powodowała zmiany osobowości, do tego jeszcze któryś z wirusów odpowiedzialnych za wirusowe zapalenie mózgów, żeby ugotował ten organ gorączką oraz z dodaną ebolą, powodującą krwawienie z organów wewnętrznych. Przy kombinacji tego wszystkiego, otrzymalibyśmy coś na kształt wirusa zombie” – mówi Samita Andreansky, wirusolog z Uniwersytetu Miami. Szybko jednak dodaje, że tak dalece różniące od siebie budową wirusy nie mogą się ze sobą łączyć: ”Natura nie pozwala na takie rzeczy… Otrzymalibyśmy martwego wirusa”. Natura może i nie, ale szaleni naukowcy eksperymentujący z syntetycznymi i mającymi odrobinę inne właściwości wersjami istniejących już wirusów… Strach się bać.


podobne treści