aplikacjeinternetnews

Zmiany w polityce prywatności Instagrama nie wszystkim przypadną do gustu

Szykuje nam się kolejna, Instagramowa burza. Już na początku przyszłego roku w życie wejdą dość istotne zmiany w zasadach polityki prywatności serwisu, które obligują go do udostępniania danych na temat swoich użytkowników nowemu właścicielowi portalu – Facebookowi.

Szefostwo Instagrama dokonało w gruncie rzeczy zaledwie kilku – pozornie raczej kosmetycznych – modyfikacji w regulaminie prywatności serwisu. Od nowego roku dostęp do poufnych danych na nasz temat (np. ciasteczek, logów, informacji dot. miejsca pobytu, urządzeń itp.) uzyskają także „partnerzy biznesowi stanowiący legalną część grup lub firm, do których należy Instagram”. Autorzy zmian utrzymują, że z takiego stanu stanu rzeczy… powinniśmy cieszyć się przede wszystkim my.

Nasza nowa polityka prywatności pozwoli Instagramowi na sprawniejsze funkcjonowanie jako integralna część Facebooka, umożliwiając swobodny przepływ informacji między obydwiema firmami. Oznacza to, że będziemy mogli sprawniej zwalczać spam oraz błędy w ogólnym działaniu naszego serwisu.

Ile w tym prawdy, a ile niewiele wartego, marketingowego bełkotu? Trudno powiedzieć. Nawiązanie ścisłej współpracy między obydwoma serwisami było w zasadzie nieuniknione i nie wydaje mi się, by za jej przyklepaniem kryły się jakieś mgliste, brudne tajemnice. Tak po prostu musiało być. Instagram rzeczywiście został zobligowany do dzielenia się informacjami na temat swoich użytkowników z nie budzącym przesadnego zaufania Facebookiem, ale… ten może zrobić z nimi właściwie tylko jedno (no, chyba że przyjmiemy za pewnik którąś z miliona teorii spiskowych). Ekipa Zuckerberga wykorzysta je do usprawnienia systemu doboru reklam pod kątem naszych prywatnych upodobań. A potem – wprowadzi identyczne rozwiązanie w samym Instagramie. Dużo krzyku o nic?


podobne treści