sport

Zbliżają się londyńskie Igrzyska Społecznościowe

Na określenie rozpoczynających się pod koniec lipca zawodów sportowych w Londynie stworzono już określenie „Socialympics”. Wszystko wskazuje bowiem na to, że będą to pierwsze Igrzyska Olimpijskie na taką skalę obecne w mediach społecznościowych.

Jak czytamy w The New York Times, od ostatniej Olimpiady nastąpił prawdziwy rozkwit takich serwisów jak Facebook, Twitter i YouTube. Powinniśmy zresztą porównywać Londyn z Igrzyskami sprzed ośmiu, nie czterech lat, ponieważ zawody w Pekinie odbywały się w kraju, w którym dostęp obywateli do informacji pojmowany jest specyficznie. Tymczasem zimowe igrzyska w Vancouver sprzed dwóch lat tradycyjnie wzbudziły mniejsze zainteresowanie niż letnie.

Tegoroczne zawody to nie pierwsze tego rodzaju wydarzenie w stolicy Wielkiej Brytanii, więc trzeba dorobić mu „markę”. Eksperci uważają, że właśnie wykorzystanie mediów społecznościowych ma szansę zostać zapamiętane jako novum. Stanislas Magniant z paryskiej agencji PR MSLGroup twierdzi: „Obecnie każde wybory poprzedza kampania w mediach społecznych, a każde zawody rozgłos na portalach społecznościowych. Jednak takiego stopnia ‚uspołecznienia’ jeszcze nie widzieliśmy”.

Nawet gdyby poprzednie Igrzyska nie odbyły się w kraju, w którym nie przywiązuje się wagi do wolności słowa w Internecie, to tegoroczne i tak byłyby pierwszą „Olimpiadą Społecznościową”. W ciągu minionych czterech lat dokonała się prawdziwa rewolucja w wykorzystaniu serwisów takich jak Facebook czy Twitter. Twarzoksiążka odnotowała w tym czasie wzrost liczby użytkowników ze 100 do 900 milionów aktywnych użytkowników, zaś najpopularniejszy mikroblog: z 6 do 150 milionów.

Ponadto smartfony, jeszcze niedawno luksus i ciekawostka, w wielu krajach wyparły zwykłe komórki. Uczestniczenie nie wystarczy, teraz wydarzenia trzeba jeszcze opisać, sfotografować, otagować i lajknąć, a to wszystko można zrobić na żywo, na świeżo. Tak właśnie będą przeżywane zawody sportowe w Londynie.

Przed zawodnikami, organizatorami i sponsorami Igrzysk stawia to nowe wyzwania. Aktywność w mediach społecznych musi być skoordynowana, więc nikogo nie dziwi, że MKOl ma profil na Facebooki i Twitterze. W ten sposób z fanami kontaktuje się prawie każdy sportowiec. Media społecznościowe wykorzystują też korporacje finansujące zawody, m.in. Procter & Gamble. Prowadzone w Internecie kampanie promocyjne od kilku miesięcy wykorzystują tematykę sportową.

Organizatorzy mają tymczasem trudne zadanie chronienia marki Igrzysk przed wykorzystaniem przez marketing partyzancki. Chodzi o firmy, które nie wpłaciły ani pensa na zawody, a chcą wykorzystać okazję, by się wypromować. W Internecie ukrócenie tego rodzaju praktyk jest znacznie trudniejsze. Korporacje zostały jednak ostrzeżone, że np. za umieszczenie słów „medal” i „2012″ w tweecie mogą je spotkać sankcje.

Sportowcy też otrzymali wytyczne: relacje z przygotowań i zawodów na blogach i Twitterze muszą być “”pisane w pierwszej osobie i utrzymane w stylistyce prywatnej wypowiedzi, bez prób upodabniania się do relacji dziennikarskiej”. Zabronione jest udzielanie informacji na temat kulis organizacji konkurencji, komentowanie poczynań innych zawodników i udzielanie jakichkolwiek informacji, które mogą być uznane za naruszenie prywatności.

Czy organizatorzy naprawdę uważają, że uda im się okiełznać żywioł, jakim są wszystkie zamieszczane w Internecie informacje o zawodach? Magniant przypuszcza, że MKOl będzie musiał się ograniczyć do nagłaśniania i karania najbardziej oczywistych naruszeń zasad. Na przykład gdyby na YouTube pojawiła się pełna relacja z konkurencji sprinterskiej, musiałaby zostać usunięta – naruszałaby bowiem prawa telewizji, które wykupiły wyłączność na relacje wideo.

Wydaje się jednak, że będzie do nas docierać mnóstwo zakulisowych informacji o przebiegu Igrzysk i próby zablokowania niektórych treści spotkają się tylko z reakcją, która jest typowa dla internetowej społeczności – zostaną nagłośnione.  [The New York Times]


podobne treści