wynalazki

Z quadcopterem do szkoły

W podstawówce mieliśmy chłopaka, którego codziennie odprowadzała do szkoły matka. W pierwszej klasie to nic złego. Problem polega na tym, że odprowadzała go także w drugiej, trzeciej, czwartej, piątej i szóstej. Ale gdyby jego matka zainwestowała w dronę, chłopak nie byłby pośmiewiskiem – byłby pierwszym w szkole geekiem.

Wtedy byłoby dość trudno coś takiego zrealizować, ale teraz wystarczą do tego umiejętności majsterkowicza, elektronika, trochę wolnego czasu i już można odprowadzać dziecko do szkoły przy pomocy drony. Nie wierzycie? Paul Wallich, pomysłowy amerykański ojciec, już robi coś podobnego.

Co prawda nie pod sam budynek, ale na przystanek autobusowy, z którego jego syn codziennie odjeżdża autobusem szkolnym. Do tego celu Wallich skonstruował quadcopter, który towarzyszy jego synowi podczas drogi. Początkowo Wallich chciał wykorzystać chip RFID do tego by pojazd mógł śledzić jego syna, ale okazało się, że ten sposób jest zbyt energochłonny dla akumulatora jego quadcoptera. Dlatego w plecaku syna znalazł się znacznik GPS, dzięki któremu drona może utrzymuje stały dystans a jej kamera obejmuje całe otoczenie.

Największym problemem przed, którym stanął twórca, jest, co nie zaskakuje, pojemność akumulatora w stosunku do jego wagi. Litowo-jonowy akumulator o pojemności 2200 mAh pozwala dronie tylko na to, by odprowadzić syna na przystanek, poczekać na autobus i szybko wrócić. Twórca nieustannie też rozwija i modyfikuje swoją konstrukcję, starając się uodpornić ją na silniejsze podmuch wiatru.

A jego syna raczej nikt nie wytyka palcami.

[IEEE via The Verge]


podobne treści