nauka

Yutu: pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone

W chińskim programie kosmicznym, cuda zdarzają się na poczekaniu. Po wczorajszych informacjach o tym, że pierwszy chiński łazik księżycowy zepsuł się definitywnie, dziś dowiadujemy się, że jednak działa.

14 grudnia ubiegłego roku na Księżycu osiadł chiński lądownik Chang’e-3, na pokładzie którego znajdował się łazik Yutu (Jadeitowy Królik). Po kilku godzinach łazik zjechał z platformy i rozpoczął swoją misję. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. Na początku lutego na profilu Yutu na Sina Webio (chiński odpowiednik Twittera) pojawiła się taka informacja:

„Choć powinienem położyć się dziś rano spać, moi panowie znaleźli usterkę w moim systemie kontroli. Moi panowie przez całą noc będą pracować nad znalezieniem rozwiązania. Słyszałem, że ich oczy przypominają moje czerwone królicze oczy. Niestety. Jestem świadomy, że mogę nie przetrwać tej księżycowej nocy (…),” pisali wtedy Chińczycy w imieniu swojego łazika. „Powiedziałem dziś wiele, ale nadal wydaje mi się, że to wszystko za mało. Zdradzę wam sekret. Nie jestem smutny. Po prostu tak jak każdy bohater, spotkałem na swojej drodze przeciwności losu. Dobranoc Ziemio. Dobranoc wszystkim ludziom.”

Poetyckie, prawda? Ostatecznie wczoraj chińskie media poinformowały o tym, że nie można już nawiązać komunikacji z łazikiem, który został ostatecznie uznany za stracony. I nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu było to pierwsze chińskie urządzenie, które jeździło po powierzchni Srebrnego Globu. Właściwie była to pierwsza od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku misja na Księżyc, a chińscy naukowcy na pewno wycisnęli z niej tyle danych, ile tylko można było. W tych okolicznościach misja i tak była sukcesem.

Tymczasem dziś agencja Xinhua donosi o tym, że „Jadeitowy Królik ożył”. Według rzecznika chińskiego programu księżycowego łazik „zasnął w nieprawidłowym stanie (…) ale teraz wrócił do swoich normalnych funkcji odbioru sygnału.” Chińczycy wierzą, że po ponownym nawiązaniu łączności z łazikiem, jest jeszcze szansa na to, by wrócił on do swoich zadań.

I bardzo dobrze, nikomu źle nie życzymy. Mam tylko jedną prośbę – na przyszłość (a chiński program badań Księżyca dopiero się rozpoczyna) więcej konkretów, mniej antropomorfizacji. Ludzie naprawdę potrafią zrozumieć, że zepsuła się dana część, a podanie tej konkretnej informacji nie będzie tak denerwujące jak bajdurzenie o tym, że łazik „poszedł spać”. Ale w sumie czego spodziewać się od przedstawicieli systemu, który oficjalnie zna tylko sukcesy?

Zdjęcie: Xinhua


podobne treści