biznessmartfonyWiadomości promowane

Xiaomi czyli chińska firma, która podkupuje kluczowych pracowników Google

Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że Hugo Barra, człowiek odpowiedzialny w Google za rozwój Androida, postanowił porzucić słoneczną Kalifornię na rzecz pracy w chińskiej firmie Xiaomi. Dla zwykłego użytkownika jest to oczywiście informacja nieistotna, ponieważ Android jak był, tak będzie. Ale czym właściwie jest Xiaomi i dlaczego ktoś chciałby odchodzić z Google właśnie do nich?

„Apple Wschodu”

Nazywane przez niektórych „Apple Wschodu”, Xiaomi Inc. założone zostało trzy lata temu w Pekinie. Rok później firma rozpoczęła sprzedaż swojego pierwszego smartphone’a. W zeszłym roku sprzedała ponad 7 milionów urządzeń, a w tym roku planuje podwoić sprzedaż. Pomimo tego, że dziś Xiaomi zatrudnia około trzech tysięcy pracowników a jej zeszłoroczne przychody wyniosły około 2 miliardów dolarów, poza Chinami, Hongkongiem i Tajwanem jest praktycznie nieznana. Nic w tym dziwnego, w końcu swoje produkty oferuje ona tylko na tych rynkach.

Porównanie do Apple nie jest przypadkowe. Rozwijająca się gwałtownie spółka postawiła bowiem na podobną strategię – firma nie zamierza zbyt często wypuszczać nowych urządzeń a ich produkty mają być trendy. Opracowany przez Chińczyków firmware o nazwie MIUI bardziej przypomina iOS niż Androida, na którym jest oparty. Podobnie jak produkty Apple, smartphone’y Xiaomi powstają w fabrykach Foxconnu a współzałożyciel Xiaomi, Lei Jun, ubiera się nawet tak jak Steve Jobs, do którego zresztą porównują go podobno chińskie media.

Jednak na tym kończą się podobieństwa obu przedsiębiorstw. W odróżnieniu od amerykańskiej firmy, Xiaomi sprzedaje smartphone’y z najwyższej półki w najniższych możliwych cenach. Według Bin Lina, drugiego ze współzałożycieli firmy, ustalane przez nią ceny tylko nieznacznie przekraczają koszty produkcji:

„Nasz flagowy telefon [wtedy Xiaomi MI-2] ma bardzo dużo takich samych elementów co najlepsze urządzenia Samsunga czy HTC. Wykorzystuje na przykład ten sam procesor co Galaxy S4, ale kosztuje o połowę mniej. Sprzedajemy go praktycznie w cenie kosztów produkcji.”

100 tysięcy urządzeń w 90 sekund

Kolejną rzeczą, jaka odróżnia Xiaomi od Apple, jest całkowity brak fizycznej sieci sprzedaży – wszystkie urządzenia chińskiej firmy sprzedawane są bezpośrednio przez ich stronę internetową. Dodatkowo szefostwo firmy twierdzi, że nie wydaje ona w ogóle pieniędzy na reklamę. Pomimo tego „chiński Steve Jobs” stwierdził w wywiadzie dla New York Times, że zamierza wprowadzić Xiaomi na listę Fortune 500. W jaki sposób, skoro chińska firma praktycznie nie zarabia na sprzedaży swoich urządzeń?

Odpowiedzią są akcesoria oraz usługi. Ponieważ firma sprzedaje dużo urządzeń (w ciągu pierwszych 90 sekund od pojawienia się na stronie internetowej sprzedawanego za równowartość 422 złotych modelu „Red Rice”, firma sprzedała podobno 100 tysięcy egzemplarzy tego modelu), a w jej ofercie znajduje się relatywnie niewiele ich modeli, tworzy jednocześnie ogromny rynek na akcesoria. Dodatkowo nowe urządzenia pojawiają się w jej ofercie rzadziej niż u konkurencji, więc może zarobić na tym, że z czasem podzespoły tanieją. Jednak potencjalnie najwięcej pieniędzy firma zarobić może na usługach dodatkowych. A właściwie na reklamach:

„Przyszłością mobilnego Internetu są usługi,” stwierdził w kwietniu tego roku Bin Lin. „Telefony komórkowe są dziś jak pecety dwadzieścia lat temu. Na początku można było na nich sporo zarobić ale teraz margines zysków jest jednocyfrowy. To samo zaczyna się dziać na rynku smartphone’ów. Dlatego zamiast skupiać się na urządzeniach, na których z czasem zarabialibyśmy coraz mniej, zdecydowaliśmy skupić się na usługach.”

Lin wie co mówi, ponieważ podczas swojej pracy dla Google miał okazję podejrzeć jak funkcjonuje firma oferująca świetne usługi za darmo w zamian za to, że jego użytkownicy raczeni są reklamami. Właśnie w Google Barra i Lin spotkali się po raz pierwszy.

I to właśnie odchodzący z Google Hugo Barra, już jako wiceprezes Xiaomi, ma wprowadzić firmę na rynki globalne. Lin wydaje się być pewny, że jego stary znajomy z Mountain View podoła temu zadaniu:

„Świetnie rozumie produkt, wie jakie funkcjonalności sprawdzają się globalnie. Z naszej perspektywy jest świetnym uzupełnieniem zespołu,” powiedział w rozmowie z portalem All ThingsD.

Na efekty jego pracy nie będziemy musieli długo czekać. Jeśli wszystko pójdzie po myśli kierownictwa Xiaomi, globalny debiut firmy nastąpi jeszcze w tym roku, lub na początku roku przyszłego.

Zdjęcia: Flickr/LaWeb2013, Facebook/Xiaomi,


podobne treści