internetnews

Wycofując się z chińskiego rynku, Google robi cenzurze przysługę

Brawo, Google, podziwiamy twoją odwagę i pochwalamy tę odważną decyzję. Tylko nie wiemy, co z niej w końcu wyniknie.

Zaledwie 1 procent przychodów Google pochodzi z rynku chińskiego, a zwolnienie z pracy 700 pracowników Google China to niewielki cios dla tak chłonnego rynku pracy. Dlaczego więc wszyscy się tym interesujemy? Cóż, od czasu wytyczenia Jedwabnego Szlaku każdy kupiec z Zachodu chciał coś sprzedawać lub kupować za Wielkim Murem. Dlaczego więc miałby się temu oprzeć internetowy gigant?

Google.cn ruszył dopiero w styczniu 2006 roku. Wiceprezes Google Elliot Schrage przyznał wtedy, że „niełatwo było przyzwyczaić się do obcowania z chińską kulturą i prawami rynkowymi”. Google nie mógł zrezygnować z ekspansji na największy rynek świata. Odchodząc, pozostawia na nim wyrwę.

Reuters doniósł, że 27 chińskich przedsiębiorstw, które wykupowały w Google słowa kluczowe, zwróciły się do korporacji z prośbą o wytłumaczenie. Piszą, że czekają na decyzję Google z „wielkim bólem i niepokojem”. Google musiałby zwrócić im już wpłacone pieniądze. Decyzja wpływa też na los partnerów firmy, jak Samsung and Motorola. Musiały one odłożyć w czasie premiery swoich telefonów z systemem Android z powodu powiązań z firmą Google.

Miejsca pracy, odszkodowania, to wszystko można przeboleć. Lecz co z oczekiwaniami? Co z internautami, którzy w pojawieniu się Google widzieli zwiastun końca cenzury, nowego otwarcia, zmian?

Jaka poważna firma wchodzi na rynek, spełnia oczekiwania chińskiej cenzury, a po pięciu latach się z niego wycofuje, skarżąc się na te same ograniczenia cenzury? Nie jestem zwolenniczką cenzury, ale chyba ani do Google, ani żadnej innej firmy, nie należy mówienie rządowi Chińskiej Republiki Ludowej, jak władać ludem? Możemy protestować, Google może stroić fochy, ale co to zmieni?

Google podpisał porozumienie z chińskim rządem, ustalił w nim warunki współpracy i działania. Przydałoby się odrobinę więcej konsekwencji w postępowaniu! Nie jest zrozumiałe, dlaczego Google nagle zaczął dyktować warunki w kraju, w którym był tylko gościem. Nie mówimy Włochom, ile gotować spaghetti, ani Brytyjczykom, że monarchia to przeżytek, więc dlaczego mamy się panoszyć za Wielkim Murem? Czy Google naprawdę sądził, ze swoim postępowaniem wyzwoli chiński naród z okowów reżimu?

Prezes Google Eric Schmidt powiedział, że firma „na 99,9 procent” wycofa się z Chin. Zastanawiam się, czy honorowa postawa firmy – tudzież umywanie rąk – uczyni więcej dobrego, czy złego. Google pozostawi po sobie zawiedzione nadzieje i firmy, które straciły możliwość promowania się. Czasem żadna z alternatyw nie jest dobra, ale jedna jest przynajmniej mniej zła. [Grafika: 9GAG]

podobne treści

  • pilejczyk

    Konkretnie to poszło o ataki na Google sponsorowane przez Chiny, to było ostateczną kroplą, a raczej potężnym chlustem który przelał czarę goryczy. Google wchodząc na rynek Chiński było ostro krytykowane bo wejście na niego oznaczało cenzurę, teraz widzę że krytykuje się go za to, że się tej cenzurze sprzeciwił, mimo iż późno, ale jak mówią lepiej późno niż wcale. Osobiście ruch Google popieram.