news

Wrażenia ze startu wahadłowca

Start promu kosmicznego Discovery z misją STS-131 pierwotnie miał się
odbyć 18 marca, jednak został przełożony na 5 kwietnia, na godz. 6:21
rano czasu lokalnego.
„Launch window”, czyli okres w którym może dojść do startu (ze względu
na pogodę, odległość do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i wiele
innych czynników) był wyjątkowo krótki i wynosil zaledwie 10 minut.
To oznaczało duże prawdopodobieństwo, że start zostanie ponownie przełożony.
Mimo to postanowiliśmy udać się na miejsce, by osobiście przekonać się
jakie wrażenia towarzyszą temu jedynemu w swoim rodzaju spektaklowi.  

Za punkt widokowy obraliśmy Space View Park w miejscowości Titusville.
Jest to najbliższe miejsce, z którego można obserwować start promu
kosmicznego nie posiadając przepustki z logo NASA (ok. 20 km w linii
prostej).
Dla uprzywilejowanych – rodzin astronautów oraz wybranych pracowników
NASA i dziennikarzy, przygotowane jest miejsce oddalone od wyrzutni o
ok. 3 km (to tam znajduje się słynny zegar odliczający sekundy do
startu).
Osobami, które mogą zbliżyć się do startującego wahadłowca na najmniejszą
odległość są strażacy, gotowi w razie awarii ratować sytuację (o ile w
przypadku wybuchu ponad 1000 ton paliwa stałego oraz 2 mln litrów
tlenu i wodoru jest w ogóle, co ratować). Ich stanowisko znajduje się
niecały kilometr od epicentrum wydarzeń – gdyby zbliżyli się do niego
jeszcze bardziej, groziłaby im śmierć od samego hałasu, o temperaturze
i fali uderzeniowej nie wspominając.

Aby uniknąć korków i zająć dobrą pozycję, przybyliśmy na miejsce o
2-giej w nocy. W parku panowała atmosfera pikniku – tłum ludzi,
leżaki, koce, śpiwory a nawet namioty i grille.
W powietrzu dało się wyczuć dreszczyk podniecenia (wystartuje? nie
wystartuje?). Dla wielu osób była to jedyna szansa na obejrzenie
startu promu kosmicznego, ponieważ przybyli z daleka,
a w przypadku odwołania startu następna próba na pewno nie zostałaby
podjęta wcześniej niż po upływie kilku miesięcy. A do końca programu STS
(Space Transportation System) pozostały jeszcze tylko 3 starty,
więc trudno było się pocieszać myślą „może jeszcze kiedyś będzie okazja”.  

W miarę zbliżania się godziny T-0 tłum robił się coraz gęstszy i
bardziej rozentuzjazmowany. Przez radio docierały komunikaty o
zakończeniu kolejnych faz przygotowań: „zakończono tankowanie
zbiorników”;
„załoga zajęła miejsca wewnątrz promu”. I wreszcie, 20 minut przed
startem, upragnione „all systems are go for launch”.  

Na 15 minut przed startem, na tle księżyca majestycznie przepłynęła
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS), oświetlana promieniami słońca,
które z naszego punktu widzenia wciąż znajdowało się za horyzontem (http://www.youtube.com/watch?v=1cVfRB4-ooI). 

Odliczanie mijało kolejne punkty krytyczne – w tym najważniejszy: T-6
sekund, w którym silniki zostają odpalone i już nie ma odwrotu -
cokolwiek by się teraz nie stało, nic już nie utrzyma Discovery na
ziemi.  

T-5… 4… 3… 2… 1… We have lift-off!  

W jednej chwili niebo rozbłysło jak w dzień. Dopiero po kilku
sekundach, gdy prom opuścił wyrzutnię, znów nastała ciemność, a jedyne
co było widać to smuga dymu rozświetlona płomieniem z silników. 

Dźwięk dotarł do nas dopiero po 40 sekundach – w tym czasie Discovery
poruszał się już z prędkością dzwięku (!!!), a po ośmiu minutach,
mając prawie 30.000 km/h na liczniku, zniknął za horyzontem.
Jedyne, co po nim zostało to przepiękna, fioletowo-różowa chmura,
mieniąca się promieniami słońca, które właśnie zaczęło wychodzić zza
horyzontu.  

Po zakończeniu przedstawienia wszyscy jeszcze długo patrzyli na punkt, w którym zniknął prom, na chmurę, która zmieniała
kształt, jakby tańcząc dla nas, oraz na wyrzutnię.
W oczach wszystkich zgromadzonych widać było niedowierzanie że to,
czego właśnie byli świadkiem, wydarzyło się naprawdę.  

Po tak kosmicznym przeżyciu nikt nie myślał o powrocie do
codzienności, jednak oto wstawał nowy dzień i to właśnie trzeba
było zrobić. Powoli spakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną do
Orlando. Przejechaliśmy kilkaset metrów i… utknęliśmy w korku,
jakiego świat nie widział.  

Cały przylądek, na którym znajduje się Kennedy Space Center połączony
jest z najbliższą autostradą kilkunastokilumetrowym odcinkiem
jednopasmowej drogi,
na którą jednocześnie wybrało się kilkanaście tysięcy osób. Odcinek
ten pokonywaliśmy ok. 3 godzin, odtwarzając w głowie sceny, które
przed chwilą obserwowaliśmy.

Prom kosmiczny jest najpotężniejszym i najbardziej złożonym
urządzeniem zbudowanym przez człowieka – składa się z 2,5 mln
elementów; jego silniki wytwarzają moc 37 mln koni mechanicznych;
turbiny pompują paliwo z taką mocą, że spaliny wydobywając się z
silników osiągają niemal prędkość dźwięku.
Można by tu przytoczyć wiele liczb, ale żadna z nich nie odda uczucia,
jakie towarzyszy człowiekowi w chwili, gdy obserwuje jak 2200 ton
żelastwa z impetem odrywa się od ziemi – pozornie wbrew prawom przyrody -
dzięki pracy, wiedzy i poświęceniu tysięcy ludzi. W takim momencie _wszystko_ wydaje się możliwe.  

Pomyślcie o tym dziś o 20:20, gdy po raz kolejny Atlantis opuści ziemską atmosferę…

Zdjęcia: http://fiveprime.org/hivemind/Tags/space,sts131


podobne treści


  • Jacek Lampart

    Start można teraz oglądać na stronie http://www.nasa.gov/multimedia/nasatv/index.html

  • Jacek Lampart

    I już po zawodach… Następny start: 16 września.

  • matias.astro

    Gwoli ścisłości to po T-6 sekund jest jeszcze odwrót. Silniki wahadłowca SSME mogą zostać wyłączone i STS nie oderwie się od ziemi (były przypadki takie przypadki, są filmiki na youtubie). Dopiero w T-0 odpalane są boostery SRB, a tych już nie można zatrzymać ;)