news

Wojownicze żółwie ninja

Byłem niedawno w Rzymie. Zaopatrzyłem się w przereklamowany ,,Spacerownik” po tym mieście – i spacerowałem z mocnym postanowieniem dokulturalnienia się. Problem w tym, że za każdym razem, gdy w nazwie ulicy, w podpisie obrazu, albo w ramce w przewodniku pojawiał się Leonardo… albo Michelangelo… w głowie pojawiał mi się ten sam obraz. Zielony, zmutowany gad – w opasce na oczach. Groźny, jak maluch po tuningu. 

Szczerze mówiąc, nigdy nie przepadałem za „Wojowniczymi żółwiami ninja”. Jedyne, co nas łączyło, to uwielbienie dla pizzy. Amerykańskie Gizmodo zauważa trafnie, że wszystkie żółwie startowały do April, noszącej nieśmiertelny żółty kombinezon dziennikarki. Jak którykolwiek z nich miałby niby tworzyć z April parę – myśleliście o tym?

Ale moża ja się nie znam? Może żółwie ninja były fajne?


podobne treści


  • Anonim

    no cóż, matka natura nie wyposażyła ich zbyt hojnie ;) Najfajniejszy był Krang.

  • adam

    Też nie trawiłem żółwi Ninja. Ani Gumisi(ów?). Przykłady bajek-potworków produkowanych na ilość, a nie jakość. Dzisiaj wyparte odcinkowymi wieczorynkami animowanymi w całości komputerowo, z równie żałosnym skutkiem. Ani jedne, ani drugie pomysłem, scenariuszem, dialogami, a przede wszystkim estetyką rysunku i animacji nie dorosły choćby do najbrudniejszego naskórka pięty Bolkowi i Lolkowi, Krecikowi ani Misiowi Uszatkowi.