newsWiadomość główna

Władze Ukrainy śledzą komórki uczestników antyrządowych protestów

Od kilku dni na ulicach Kijowa trwa regularna bitwa pomiędzy antyrządowymi demonstrantami a oddziałami Berkutu. Trzeba przyznać, że Ukraińcy się nie patyczkują – podczas gdy milicja strzela gumowymi kulami i używa wobec protestujących gazów łzawiących oraz armatek wodnych, ci ostatni zaopatrzyli się w tarcze, pałki i koktajle Mołotowa. Zbudowali nawet katapultę, z której ciskają płyty chodnikowe na znienawidzonych milicjantów. Choć katapulta jest przykładem raczej dość starej technologii, technologia najnowsza również jest w użyciu. Zaczął ją stosować rząd, by złamać opór demonstrantów.

Pokojowy do tej pory protest na kijowskim Majdanie przerodził się w zamieszki, po uchwaleniu w parlamencie i podpisaniu przez prezydenta Janukowycza ustaw, które znacznie zaostrzyły odpowiedzialność obywateli za udział w nielegalnych zgromadzeniach, ograniczyły działalność organizacji pozarządowych i ułatwiły ściganie opozycyjnych polityków. Ukraińcy twierdzą, że ustawy, uchwalone w sposób niezgodny z ukraińską konstytucją, są jawnym atakiem na wolność słowa i prawa obywatelskie. I coś jest na rzeczy, ponieważ niedługo po tym, jak zaczęły one obowiązywać, ludzie zebrani na Majdanie Niepodległości zaczęli otrzymywać smsy o mniej więcej takiej treści:

„Drogi abonencie. Zostałeś zarejestrowany jako uczestnik masowych zamieszek.”

W podobnych wypadkach władze zazwyczaj ograniczają działanie sieci komórkowych w nadziei, że problemy z komunikacją utrudnią życie protestującym. Władze Ukrainy najwyraźniej postanowiły ich jednak postraszyć metodą „na Orwella” – wiemy gdzie jesteś, wiemy co robisz, wcześniej czy później i tak cię dostaniemy. I najpewniej jeśli zamieszki zostaną stłumione przez ukraińskie władze, sama obecność na Majdanie Niepodległości potwierdzona „rejestracją” , będzie podstawą do postawienia zarzutów karnych.

Ukraińskie firmy telekomunikacyjne twierdzą, że to nie one przekazały władzom dane na temat lokalizacji swoich abonentów. I może to być nawet prawda, w końcu nie od dziś wiadomo, że państwowe służby dysponują sprzętem, który pozwala podszywać się pod stacje bazowe telefonii komórkowej. Byłby to kolejny przykład na to, że metadane (w tym wypadku dane na temat lokalizacji) w rękach rządu nie służą tylko do „walki z terroryzmem”.

Zdjęcie: Flickr/Rutenien


podobne treści