wtf

W PKP potwierdzimy tożsamość także bez dowodu. Tylko po co?

PKP pomału, acz konsekwentnie, dogania cyfryzację. I nie, nie chodzi o to, że po czterech latach bojów, w tym roku w końcu w niektórych składach Pendolino pojawiło się WiFi. Od teraz za to będziecie mogli wylegitymować się w pociągu za pomocą aplikacji mObywatel.

PKP Intercity zmieniło swój regulamin i od teraz w pociągach podróżni będą mogli potwierdzić swoją tożsamość za pomocą smartphone’a oraz przygotowanej przez Ministerstwo Cyfryzacji aplikacji mObywatel. Jest to pewne udogodnienie dla osób, które w podróż wolałyby jednak nie brać ze sobą swojego dowodu osobistego, ale kupiły bilet przez Internet w związku z czym dysponują elektroniczną wersją biletu.

I niby jest to pewien postęp. Problem polega na tym, że jest to postęp idący w zupełnie przeciwnym kierunku od tego, czego wymagałby zdrowy rozsądek. Dlaczego? Ponieważ nie ma żadnego logicznego powodu, który tłumaczyłby konieczność legitymowania się przed konduktorem w przypadku zakupu biletu drogą elektroniczną.

PKP co prawda tłumaczy, że zgodnie ze swoimi regulaminami po prostu musi pytać klientów o dane osobowe, ponieważ sprzedany w formie elektronicznej bilet można wydrukować albo skopiować wiele razy i mogłoby się nim posługiwać kilka różnych osób, ale jeśli zastanowić się nad tym choć przez chwilę, takie tłumaczenie nie ma żadnego sensu. W końcu bilet w Intercity sprzedawany jest na konkretny pociąg i konkretne miejsce.

Wydaje się więc, że nawet osoby, które pisały wyżej wspomniane wewnętrzne regulaminy PKP zorientowałyby się, że jeśli dwie osoby dwie siedzą sobie na kolanach i przedstawiają do kontroli dwa identyczne bilety na to samo miejsce, to coś jest nie tak. Nie mówiąc już o załodze pociągu.

Konieczność legitymowania się podczas przejazdu za każdym razem kiedy kupi się bilet przez internet nie jest jedynie niedogodnością – PKP w tym przypadku uzurpuje sobie prawo do naszych danych, których tak naprawdę nie potrzebuje żeby przewieźć nas z punktu A do punktu B. Czego najlepszym dowodem jest fakt, że jeśli kupi się bilet w kasie, nikt nas w pociągu nas o dowód nie zapyta. Sprawą interesowali się już posłowie, trwa również postępowanie o naruszenie przez PKP przepisów RODO z powodu tej praktyki. Szkoda, że firma potrafi zmienić regulamin, by wprowadzić nowe sposoby sprawdzania tożsamości, ale nie potrafi zmienić go w taki sposób, by z budzących kontrowersje praktyk zrezygnować.

Ilustracja: Flickr/Maciek Lulko

podobne treści