internetnews

USA: kolejna osoba udostępnia tajne dokumenty dziennikarzom

Od czasu ujawnienia przez Edwarda Snowdena praktyk NSA minął już ponad rok. Jednak pomimo tego, że były podwykonawca NSA nie ma już dostępu do tajnych dokumentów, cały czas pojawiają się nowe doniesienia na temat możliwości agencji. I nie jest to jedynie kwestia tego, że nie wszystkie dokumenty dostarczone przez Snowdena zostały przeanalizowane przez dziennikarzy – ktoś cały czas dostarcza im nowych.

Podejrzenia te, które pojawiały się już jakiś czas temu, zostały wczoraj potwierdzone przez przedstawiciela amerykańskiego rządu w rozmowie z CNN. Ostatecznym dowodem na to, że kolejna osoba dostarcza dziennikarzom dokumenty związane z NSA, był artykuł opublikowany wczoraj przez The Intercept na temat szerokiej listy osób, które podejrzewane są przez amerykańskie władze o związki z terrorystami.

Założony przez Glenna Greenwalda The Intercept od dłuższego już czasu publikuje materiały oparte na dokumentach wyniesionych przez Edwarda Snowdena, ale, jak zaznaczył CNN anonimowy przedstawiciel amerykańskiej administracji, wczorajszy tekst nie mógł być oparty na dokumentach pochodzących z tego źródła. Jedynym logicznym wnioskiem jest więc założenie, że ktoś mający dostęp do tajemnic amerykańskiej wspólnoty wywiadowczej, przekazał dziennikarzom nowe dokumenty.

Wczorajszy tekst porusza sprawę prowadzonej przez Amerykanów listy podejrzanych osób, która liczy sobie 680 tysięcy pozycji. Jednak, jak wskazują wewnętrzne dokumenty, około 40 procent z tych osób nie ma „żadnych rozpoznawalnych powiązań z grupami terrorystycznymi”. Powstaje pytanie, po co władze USA szczegółowo interesują się działaniami ponad 250 tysięcy osób, skoro nie są one o nic podejrzane. The Intercept wskazuje także na fakt, że za czasów administracji Obamy liczba osób znajdujących się na tzw. „liście zakazu lotów” wzrosła z 16 osób do rekordowych 47 tysięcy. Jednocześnie uzyskane przez serwis dokumenty wskazują na to, że zarówno lista podejrzanych osób, jak i „lista zakazu lotów”, są jedynie elementami jeszcze większej bazy danych  o nazwie Terrorist Identities Datamart Environment (TIDE), w której znajdują się ponad milion nazwisk.

The Intercept donosi, że amerykańskiemu wywiadowi do tej pory udało się zebrać w TIDE co najmniej 730 tysięcy profili biometrycznych, w czym zawiera się co najmniej 118 tysięcy zdjęć twarzy a nawet 29 tysięcy skanów siatkówek oczu. Dostęp do bazy TIDE ma FBI, CIA, NSA, amerykańskie wojsko, a nawet niektóre departamenty policji.

Samo w sobie jest to oczywiście bardzo ciekawe, ale dużo bardziej interesująca jest kwestia tego, do jakich materiałów ma dostęp nowe źródło Greenwalda. I jakie tajemnice jeszcze ujrzą światło dzienne za jego sprawą.


podobne treści