biznesinternetWiadomość główna

Unijna reforma prawa autorskiego pod dyktando korporacji

Wczoraj Komisja Europejska zaprezentowała swoją wersję propozycji reformy unijnego prawa autorskiego, rozwiewając tym samym wszystkie obawy osób sceptycznie do niej nastawionych – jest jeszcze gorzej niż zakładano.

Unijna reforma prawa autorskiego jest tematem, który powraca już od dłuższego czasu. Miała ona dostosować przepisy do wymagań XXI wieku. Zorganizowano nawet europejskie konsultacje społeczne w tej sprawie. Pytanie, po co, skoro ich wyniki zostały całkowicie zignorowane.

Zamiast tego Komisja postanowiła przychylić się do pomysłów korporacyjnych lobbystów, takie rzeczy jak zniesienie terytorialnych blokad na „jednolitym rynku” najwyraźniej jej nie interesują. Zamiast tego proponowana dyrektywa w sprawie praw autorskich ma na przykład „wzmocnić pozycję podmiotów praw autorskich w zakresie negocjowania warunków i sposobów płatności za korzystanie z ich treści online na platformach udostępniania plików wideo”. W tym wypadku wzmocnienie pozycji ma odbyć się za pomocą wprowadzenia obowiązku stosowania technologii wykrywania utworów muzycznych lub audiowizualnych w taki sposób, by właściciele praw autorskich mogli identyfikować swoje dzieła, wydawać zgodę na ich publikację lub zażądać ich usunięcia.

Podobne rozwiązania są już oczywiście stosowane obecnie, YouTube wykorzystuje na przykład system Content ID, ale po pierwsze nie jest to obowiązkowe, a po drugie wiadomo, że prowadzi to do absurdalnych sytuacji, w których korporacje roszczą sobie prawa autorskie nawet do kolęd. Nie wspominając już o tym, że obowiązek stosowania takich kosztownych rozwiązań skutecznie uniemożliwi stworzenie „następcy YouTube’a”. Przynajmniej w Europie.

Mało tego, Komisja stanęła też po stronie wydawców w kwestii tzw. „podatku od linków”, czyli wprowadzenia rozwiązań, które pozwolą wydawcom domagać się wynagrodzenia na przykład za linki do ich tekstów wyświetlane w takich usługach jak na przykład Google News. Komisji nic nie nauczyły wcześniejsze europejskie doświadczenia z takimi pomysłami. W Hiszpanii, która jakiś czas temu wprowadziła „podatek od linków” sprawa zakończyła się upadkiem wielu miejscowych agregatorów treści i wycofaniem się Google News z tego kraju, przeciwko czemu, o dziwo, protestowali tamtejsi wydawcy, jakby to Google miało obowiązek dokładać do ich interesu. W Niemczech wprowadzenie podobnego pomysłu skończyło się tym, że Google ograniczyło widoczność treści wydawców, co przełożyło się na taki spadek ruchu, że Axel Springer udzielił Google darmowej licencji na korzystanie ze swoich treści.

Propozycje Komisji Europejskiej w obecnym kształcie są także zaprzeczeniem propozycji, które przyjęte zostały w ubiegłym roku przez Parlament Europejski w tak zwanym Raporcie Redy. Przypomnijmy, że raport, przygotowany przez europosłankę Julię Redę, postulował daleko idącą liberalizację prawa autorskiego, a nie pisanie go od nowa pod dyktando korporacji.

Zdjęcie: Flickr/jepoirrier


podobne treści


Logotomia.com.pl – Tworzymy grafikę użytkową dla firm i organizacji, wydarzeń i produktów.>>>



BrowarPerun.pl – Nowy browar rzemieślniczy!


Kolorydnia.pl – Blog kobiecy – kultura, rozrywka, fitness, lifestyle.