internetWiadomość główna

ToS;DR: sprawdź na co właściwie się zgadzasz

Dla większości z nas warunki korzystania z usługi istnieją tylko po to, by przewinąć ja do końca i zaakceptować – taki denerwujący krok, który trzeba wykonać by móc skorzystać z danego serwisu. Albo nawet lekki szantaż, ponieważ jeśli się ich nie zaakceptuje, można tylko pomarzyć o tym by z niego skorzystać. W efekcie prawie nikt ich nie czyta. Ale założyciele „ToS;DR” mają nadzieję, że uda im się przybliżyć użytkownikom (w ludzkim języku) wszystkie kruczki jakie zastawili na nas właściciele najpopularniejszych portali.

Warunki korzystania z usługi są długie, nudne i często pisane obcym językiem prawniczym. Nie dziwi więc, że prawie nikt tego nie czyta. Szkoda tylko, że akceptując je automatycznie, często bez własnej wiedzy, godzimy się na rzeczy, których nigdy nie podejrzewalibyśmy. Bo kto spodziewa się, że korzystając z Twitpic, zgadzamy się na to by to właściciel platformy stał się właścicielem zdjęć? Albo że Steam może udostępnić dane osobowe użytkownika komukolwiek i pobrać za to opłatę?

Dlatego właśnie powstała „ToS;DR” (Terms of Service; Didn’t Read), strona, która zajmuje się oceną warunków korzystania z usług, wyłuszczaniem nawet najbardziej opornym internautom najważniejszych punktów akceptowanego regulaminu i ocenianiem ich „przyjazności dla użytkownika” na pięciopunktowej skali.

ToS;DR” twierdzi, że zwyczajowa formuła „‚Przeczytałem i akceptuję warunki umowy licencyjnej’ jest największym kłamstwem Internetu. Zamierzamy to naprawić.” Trudno się z tym nie zgodzić.

ToS;DR tworzy więc raport dla każdej z popularnych usług, zaznaczając wszystkie dobre i złe strony danego regulaminu. Ponieważ strona zaczęła działać dopiero w czerwcu, zaangażowani w projekt prawnicy nie zdążyli przejrzeć wielu warunków korzystania z usług, ale to co zostało już ocenione daje pewien pogląd na to jak traktują użytkowników właściciele największych serwisów internetowych.

[Wired]


podobne treści