biznesnews

Tesla oskarża byłego pracownika o sabotaż

W minioną niedzielę w fabryce Tesli wybuchł pożar. Elon Musk twierdzi, że jego przyczyną może być… sabotaż.

Szpiegostwo przemysłowe, sabotaż. To wszystko motywy, które jeszcze kilkanaście lat temu można było oglądać co najwyżej w filmach sensacyjnych. Dziś, kiedy Cyberpunk zbliża się wielkimi krokami, takie rzeczy się zdarzają. Może nie każdego dnia, ale jednak.

Tego samego dnia, w którym doszło do pożaru w fabryce Tesli, pracownicy dostali na swoje skrzynki mailowe wiadomość od samego Elona Muska. W jej treści stwierdzał on wprost, że w firmie wykryto sabotażystę.

„Jak wiecie, istnieje długa lista organizacji, które chcą końca Tesli,” stwierdził złowieszczo Musk. „Należą do nich potentaci giełdowi, którzy zajęli krótkie pozycje na akcjach Tesli i już stracili miliardy a stracą jeszcze więcej, firmy petrochemiczne (…) czy wreszcie koncerny samochodowe.”

Jak sugeruje Musk, zatrzymany pracownik, który przyznał się do sabotażu linii produkcyjnej Tesli przez wprowadzenie nieautoryzowanych zmian w oprogramowaniu maszyn produkcyjnych oraz kradzieży poufnych danych firmy, mógł z nimi współpracować. Motywacją zatrzymanego inżyniera było to, że został pominięty przy awansie.

Zatrzymany pracownik został zwolniony i obecnie czeka go bardzo długi i kosztowny proces. Za ujawnienie tajemnic firmy osobom trzecim, włamanie do systemu komputerowego firmy i sabotaż linii produkcyjnej, Tesla domagać się będzie od niego przed sądem federalnym w Newadzie co najmniej miliona dolarów. Ale może się to zmienić – jak czytamy w pozwie, Tesla dopiero poznaje prawdziwą skalę nielegalnej aktywności swojego byłego pracownika.

Zdjęcie: Flickr/jurvetson

podobne treści