biznesWiadomości promowane

Flirt Google i Pentagonu

W poniedziałek najbardziej znana geek Departamentu Obrony ogłosiła, że opuszcza Pentagon, by zacząć pracę w Google. Było to niemała niespodzianka – takie transfery pomiędzy Waszyngtonem i Mountain View nie mają miejsca często. Jednak nie było to całkowite zaskoczenie. Internetowy gigant od dłuższego czasu zaangażowany jest w głęboką sieć wzajemnych stosunków z amerykańskim wywiadem i wojskiem. W zależności od poruszanego tematu Pentagon i Google mogą być klientami, partnerami biznesowymi, sojusznikami lub wrogami. Rekrutacja szefowej DARPA jest tylko jednym z ruchów w skomplikowanym tańcu gigantów.

Krytycy firmy w Kongresie twierdzą, że firma stała się władcą marionetek w rządzie Obamy, tak wpływowym jak Halliburton w czasach poprzedniej administracji. Wysocy rangą przedstawiciele Google pojawiają się na ekskluzywnych spotkaniach państwowych i wspierają technologiczne inicjatywy Białego Domu. „Google ma wyjątkowo bliskie kontakty z obecną administracją.” Zagraniczni wrogowie polityki USA – zwłaszcza w Pekinie – widzą Google jako przedłużenie rządu USA: „Google Białego Domu,” jak ujęła to jedna z Chińskich gazet rządowych.

Google lobbystą?

Jednak w Pentagonie oraz agencjach rządowych Google ma relatywnie niskie wpływy. Przynajmniej jeśli porównać je do wpływów koncernów zbrojeniowych takich jak Lockheed Martin, Booz Allen Hamilton, Northrop Grumman czy SAIC. Oczywiście, mała grupa pracowników Google dołączyła do administracji Obamy po wyborach w 2008 roku, jednak większość z nich wróciła już do pracy w sektorze prywatnym. Prawdą jest także, że Google zwróciło się do specjalistów od bezpieczeństwa sieciowego z NSA, kiedy firma stała się celem ataków hackerskich w roku 2009, jednak firmy takie jak Lockheed czy Northrop dzielą się codziennie z Pentagonem informacjami na temat wirusów grasujących w ich sieciach wewnętrznych.

Lobbowanie w rządzie jest jednak tylko drobną częścią działalności Google, choć pozwala ona na dostęp do wyższych urzędników i generałów. (Google odmówiło komentarza na potrzeby tego artykułu.)

Google posiada aplikacje, które przeznaczone są przede wszystkim dla rządu. Zawierając kontrakt na miliony dolarów firma sprzedała oprogramowanie szpiegujące NSA a National Geospatial-Intelligence Agency zakupiła oprogramowanie do analizy danych z satelitów. Android został wybrany jako odpowiedni system operacyjny dla wojskowych eksperymentów ze smartphone’ami. Jednak w przeciwieństwie do innych przedsiębiorstw współpracujących z rządem USA, Google nie dostosowuje swoich produktów do potrzeb Waszyngtonu. Forma stosuje raczej podejście – nie podoba się, nie kupuj.

„Mają gdzieś wszystkie wnioski o dostosowanie produktu,” mówi były wyższy pracownik Google. „Nastawienie jest raczej takie: wiemy jak pisać soft. Jeśli nie wiesz jak go używać, to już twój problem.’”

Wspólne interesy

Jednak niektóre z tych programów powstały w Mountain View tylko i wyłącznie dzięki zastrzykowi rządowej gotówki. Jako przykład niech posłuży Keyhole, przedsiębiorstwo założone przez inwestycyjne ramię CIA – In-Q-Tel. Google kupiło Keyhole w 2004 roku i wykorzystało do stworzenia Google Earth, które stało się podstawą dla większości komórek analitycznych. Kiedy odwiedziłem zespół wyznaczający cele dla US Air Force w 2009 roku, Google Earth z zaznaczonymi wszystkimi szpitalami, meczetami, szkołami i cmentarzami w Afganistanie pomagał im określić, który cel zostanie zbombardowany jak następny.

W tym samym czasie jak CIA, tak Google zainwestowało w Recorded Future, przedsiębiorstwo, które na bieżąco monitoruje media społecznościowe starając się przewidzieć w ten sposób nadchodzące wydarzenia.

„Okazuje się, że istnieje kilka naturalnych nisz, w których można wykorzystać dane zebrane z Internetu do przewidywania przyszłych wydarzeń,” pisze w mailu CEO Recorded Future Christopher Ahlberg. „Jest to obszar wyszukiwania, w którym każda informacja, która może poprawić wyniki jest bardzo pomocna; wywiad, który w pewnym stopniu zakłada przewidywanie przyszłych zdarzeń oraz ich konsekwencji. (Trzecią są finanse) To sprawiło, że Google Ventures oraz In-Q-Tel są dwoma naturalnymi inwestorami, którzy zaczepiają nas w świecie wyszukiwania i wywiadu.”

Rząd oraz Google mają wspólny interes w przeszukiwaniu publicznie dostępnych danych. Federalni stale pytają Google o dane ich klientów. Zeszłej jesieni Departament Sprawiedliwości domagał się by firma przekazała adresy IP osób wspierających Wikileaks. W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2011 roku rząd USA zwrócił się do Google o dane potrzebne do procesów karnych aż 5 950 razy. Daje to 31 wniosków dziennie a Google twierdzi, że spełniło 93 % tych żądań.

I chwile, w których im nie po drodze

Google jest chyba jedyną firmą, która ujawnia ilość tego typu żądań – taktyka, która sprawia, że co jakiś czas Waszyngton zgrzyta zębami. Jest ona jednak konieczna dla sprawnego funkcjonowania sedna interesu Google – reklam w wyszukiwarce. Jak wszyscy wiemy, Google posiada olbrzymie ilości informacji o każdym aspekcie naszego życia online. Klienci w większości ufają firmie, czy to z powodu jakości usług dostarczanych przez Google, czy też dlatego, że wierzą, że Google nie udostępnia tych informacji rządowi USA. Takie małe znaki oporu utrzymują to przekonanie.

Nie tak dawno temu – powiedzmy w połowie poprzedniej dekady – Google miało prawie magiczną aurę wśród agencji wojskowych i wywiadowczych. Skoro firma sprawiła, że przeszukiwanie Sieci stało się proste i intuicyjne, rząd powinien móc zrobić to samo ze swoimi bazami danych.

„Ciągle słyszałem: ‘dlaczego to nie może działać jak Google?’” Mówi Bob Gourley, który pracował jako CTO w Defense Intelligence Agency’s od 2005 do 2007. „Ale po jakimś czasie technokraci się nauczyli. Tak naprawdę nie chcą Google.”

Albo przynajmniej nie w takiej formie. Nawet skomplikowane zapytania sieciowe są jednym ciągiem informacji. Analiza wywiadowcza wymaga poszukiwania punktów wspólnych, które łączą wydarzenia. Osoba A jest w tej samej kawiarni co osoba B, która rozmawia z osobą C, która przekazała pieniądze osobie D. Zapytania formułowane w ten sposób były tak skomplikowane, że, jeszcze niedawno, rządowi informatycy musieli za każdym razem programować je ręcznie. Jednak w ostatnim czasie pojawiły się na rynku bardziej wyrafinowane narzędzia do przeszukiwania baz danych; wojskowi i urzędnicy coraz lepiej integrują swoje bazy danych. Produkty Google oczywiście nadal będą w użyciu, jednak jest ono tylko jednym z wielu dostawców.

[Śródtytuły dodane przez tłumacza]


podobne treści