videoWiadomości promowanewtf

Tak wyglądał nalot na dom Kima Dotcoma

Zazwyczaj w przypadku naruszenia praw własności intelektualnej można liczyć na długą korespondencję pomiędzy prawnikami obu stron, która kończy się co najwyżej grzywną. Ale nie jeśli jest się Kimem Dotcomem.

Wtedy można liczyć na efektowny wjazd uzbrojonych jednostek policyjnych. Z wykorzystaniem dwóch śmigłowców i oddziału szturmowego. Nagranie z tej akcji zostało upublicznione podczas kolejnej iteracji procesu właściciela Megaupladu. Tym razem chodzi o ustalenie czy nowozelandzka policja, szturmując dom Dotcoma, działała adekwatnie do sytuacji.

Oficerowie oczywiście twierdzą, że tak, ponieważ Dotcom, jako głowa międzynarodowej siatki złodziei własności intelektualnej mógł przecież zniszczyć dowody i mataczyć w sprawie. Dlatego trzeba było ściągnąć dwa śmigłowce i oddział szturmowy, które poradzą sobie ze strażnikami i zapewnią element zaskoczenia.

Prawnicy Dotcoma podnoszą jednak, że nakaz przeszukania, na podstawie którego działali, okazał się być wadliwie wystawiony i został później uchylony. Ponadto ani Dotcom, ani jego pracownicy nie mieli możliwości zniszczyć dowodów, ponieważ w chwili ataku na willę, serwery Megauploadu były już zabezpieczone.

Tłumaczenia policji wydają się być więc niedorzeczne. Dotcom nie był szefem camorry, jego ochrona nie przysięgała oddać za niego życia. Żaden wynajęty ochroniarz nie będzie stawiał się policji machającej mu nakazem przed nosem (niezależnie od tego czy wypełnionym dobrze czy nie). Skasować zabezpieczonych przez FBI danych z serwerów Megauploadu również już nie można było. Zobaczcie sami, ale cała akcja wygląda więc jak demonstracja siły wobec jednostki.

[3 News]


podobne treści