news

Świat bez samolotów

Przyzwyczailiście się do latania, co? Myk na lotnisko, odprawa, kilka godzin w niewygodnym siedzeniu, ból w uszach, kiepskie żarcie lub kiepska neska za 10 złotych, bum, odbiór bagaży i już. Jesteśmy na miejscu. Drobne niedogodności to nic wobec możliwości przeniesienia się w każdy niemalże zakątek globu w kilka – kilkadziesiąt godzin.

No to teraz się odzwyczajcie! Kto powiedział, że wulkaniczna chmura opadnie prędko? Chciał tylko zamydlić oczy naiwnym. Jeśli pył będzie utrzymywał się nad Europą dłużej, może zdecydujemy, że latanie to nie najlepszy pomysł.

Lotniska przerodzą się w muzea i centra konferencyjne, a my będziemy opowiadać dzieciom i wnukom, jak to jest unosić się w powietrzu w brzuchu metalowego potwora. Będą ze zdumieniem otwierać oczy, gdy im powiemy, jak zamawialiśmy jedno z dwóch dań na plastikowej tacce z plastikowymi sztućcami, a potem odkrywaliśmy, że obie potrawy mają dokładnie ten sam smak.

Opowiecie im, dlaczego niektórzy ludzie dopłacali tysiąc złotych za podróż, by móc usiąść z przodu samolotu, w szerszym siedzeniu, dostać picie w prawdziwej szklance i odgrodzić od reszty podróżnych firanką.

Opowiecie, jak mieszkańcy całych dzielnic – dziś cieszących się ciszą i spokojem – słyszeli od 6 rano do 23 ryk silników, ponieważ inni musieli dziś dostać się do USA, RPA lub na mecz NBA.

Oczywiście statki nadal będą nam przywozić wino z Chile i przyprawy z Indii, lecz nie będziemy mieli już tylu egzotycznych owoców i warzyw. Rolnictwo znów stanie się rosnącą gałęzią europejskiej gospodarki, a działkowcy potężną partą.

Gdyby nie było samolotów, czas płynąłby wolniej. Z powodu czystej niemożliwości dotarcia jutro do Rzymu/Tokio/Nowego Jorku, nie urządzalibyśmy spontanicznych eskapad i wszystko planowane byłoby z większym wyprzedzeniem. Wycieczki przerodziłyby się w podróże, a Bałtyk zaroił od turystów, którzy kiedyś zdradzali swój kraj na piaskach Egiptu.

Dostalibyśmy wreszcie upragnione superszybkie pociągi, autostrady i wygodne autokary. PKP stałaby się spółką przynoszącą wielkie zyski, dla której wszyscy chcieliby pracować.

Warszawski Dworzec Centralny stałby się wykwintnym, pachnącym i supernowoczesnym centrum podróżniczym i nowym hubem transportowym Europy.

Nie balibyśmy się, że ktoś nam wleci samolotem w wieżowiec. Nie obudzimy się rano, by obejrzeć na wszystkich stacjach wiadomość, że nie żyje prezydent i 95 innych osób.

Balibyśmy się tylko namolnych współtowarzyszy podróży, którzy zanudzą nas w trakcie dwudniowej podróży pociągiem przez Europę.

W przewrotny sposób jesteśmy jednak wdzięczni islandzkiemu wulkanowi za to, że nam zasugerował, co by było, gdyby.

[Alain de Botton/BBC,
zdjęcie: flightradar24.com]


podobne treści


  • misiu111

    wspanialy opis tego co by bylo gdyby.jestem na tak