news

Subiektywna relacja z manifestacji przeciw ACTA

​Nie byłbym sobą, gdybym nie wybrał się wczoraj na manifestację przeciwko ACTA. Nasuwają mi się w związku z tym dwa spostrzeżenia. Po pierwsze – na kolejną będę musiał zabrać co najmniej 2 pary rękawiczek. Po drugie – organizatorzy protestów powinni przemyśleć kilka kwestii.


O ile pierwsza refleksja jest bezdyskusyjna, to o drugiej mogę napisać kilka słów. Krakowska manifestacja, w której brałem udział, rozpoczęła się kilka minut po godzinie 18-tej przy hotelu Royal. Pierwszą rzeczą, która mnie zaskoczyła była ilość policji, którą przydzielono do osłaniania przemarszu. Przez chwilę wyglądało nawet na to, że więcej jest policji niż protestujących. Nie zważając na to, lekko spóźniony, wylądowałem na końcu pochodu. Kiedy jednak dochodziliśmy do Mostu Dębnickiego, okazało się, że pomimo dużego mrozu, do manifestacji przyłączyło się całkiem sporo ludzi, a Alejami idzie aktualnie kilka tysięcy osób, sprzeciwiających się podpisaniu tej umowy międzynarodowej i wznoszących antyrządowe hasła. 

Po godzinie dotarliśmy na krakowski rynek, gdzie odczytano 13 postulatów ustalonych przez organizatorów na szczeblu ogólnopolskim. Większość z nich wynika w jakiś sposób ze sprawy ACTA.

I, moim zdaniem, właśnie tu leży pies pogrzebany. Jeżeli organizatorzy protestów przeciwko ACTA nie zauważą, że ta sprawa jest jedynie wycinkiem problemów, z którymi przyszło się nam mierzyć, wycinkiem dość dobrze opisanym przez pudelka (sic!), ale jednak wycinkiem, to może się okazać, że na zapowiadaną na 23 lutego kolejną manifestację przyjdą tylko najbardziej wytrwali. Pozostali zajmą się aktywnym poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie „panie premierze, jak żyć?” 

Ale premier dostojnie milczy, ignorując po kolei głosy lekarzy, pacjentów, kierowców a teraz internautów. 

[fot. AttributionNoncommercialShare Alike Some rights reserved by macaroononastick]

podobne treści