news

Ślepe posłuszeństwo

Pilot, który steruje samolotem, podejmuje autonomiczne i racjonalne decyzje, kierując się bezpieczeństwem pasażerów jako ​najwyższym priorytetem. Chcielibyśmy, aby tak było. Nauka dowodzi, że instynkt posłuszeństwa wobec autorytetu jest silniejszy od zdrowego rozsądku.

Posłuszeństwo wobec autorytetu postanowił na początku lat 60. zbadać amerykański psycholog, Stanley Milgram. Zastanawiał się nas ślepym wykonywaniem rozkazów przez żołnierzy hitlerowskich. Rozkazów, które prowadziły do zadawania cierpienia. Miał najpierw przeprowadzić eksperyment kontrolowany na Amerykanach, potem na Niemcach. Wyniki były tak szokujące, że drugiej fazy badań nigdy nie przeprowadził.

Większość z tysiąca mieszkańców Connecticut, którzy brali udział w eksperymencie, aplikowała przywiązanemu do krzesła elektrycznego „uczniowi” wstrząsy, które mogły zabić. W istocie „uczeń” był osobą podstawioną.

Eksperyment wyglądał następująco: przypadkowo dobrane osoby informowane były, że eksperyment dotyczy procesów związanych z uczeniem się. Na polecenie naukowca nadzorującego badanie, miały poddawać „ucznia” elektrowstrząsom o rosnącej sile, jeśli ten popełniał błędy.

Wydaje się, że logicznie myśląca osoba sprzeciwiłaby się naukowcom, widząc cierpienie ucznia. Nic podobnego. Badani słyszeli, że „eksperyment wymaga, aby kontynuować” i posłusznie zadawali drugiej osobie ból. Gdyby „uczeń” faktycznie poddawany był elektrowstrząsom, w wielu przypadkach nie przeżyłby.

Francuska telewizja France 2 potwierdziła niedawno tezę o posłuszeństwie. Kilkadziesiąt Francuzów zaaplikowało w marcu podstawionemu aktorowi elektrowstrząsy. Sądzili, że biorą udział w pilotażowym nagraniu teleturnieju „Zone Xtreme”. W tym przypadku jako autorytet wystarczyły osoby prowadzące show. Uczestnicy nie mieli nawet dostać wynagrodzenia. Tylko 16 z 80 osób odmówiło kontynuowania nagrania.

Jedną z instytucji, w której szczególnie ważne jest posłuszeństwo wobec
przełożonych, jest oczywiście wojsko. Zwierzchnikiem sił zbrojnych jest głowa państwa. Po katastrofie prezydenckiego Tupolewa coraz częściej pojawiają się głosy o „czynniku ludzkim”, który mógł doprowadzić do katastrofy.

Media sugerują, że pilot został nakłoniony do lądowania przez kogoś na pokładzie, pomimo złej pogody. Tak powiedział wczoraj „Gazecie Wyborczej” Magomed Tałbojew, wieloletni pilot i oblatywacz. Powiedział: „Myślę, że (pilot) mógł być pod presją kogoś na pokładzie. To problem wszystkich
lotników, którzy wożą ważnych dygnitarzy.” Podał jako przykład incydent sprzed 14 lat, kiedy to Borys Jelcyn rozkazał kapitanowi Iła A-96 wylądować w fatalnych warunkach. Wtedy pilotowi się to udało.

Być może wkrótce dowiemy się dokładnie, co stało się na pokładzie Tu-154 tuż przed wypadkiem. Być może nigdy. Na razie możemy przypuszczać, że do decyzji o lądowaniu we mgle przyczyniła się chęć pasażerów, by dotrzeć na czas do Katynia. Pewnym osobom się nie odmawia.  [Wikipedia, Wprost24, gazeta, Youtube]

Grafika richardmasoner/Flickr.


podobne treści


  • zutencja

    To samo zdarzenie miało już miejsce podczas poprzedniego lądowania św.pamięci prezydenta Kaczyńskiego. Na szczęście pilot odważył się sprzeciwić.Mimo,że bardzo szanowałam pana prezydenta uważam,że Jego zachowanie było najzwyczajniej w świecie szaleństwem!

  • Anonim

    straszne, przerażające… nie do wiary. Czytałam, że Miligram, przed badaniami zrobil sondaz, w ktorym chcial sprawdzic, jakie beda przewidywania ludzi odnosnie wynikow tego eksperymentu. Ludzie szacowali, ze moooze 1% ludzi bedzie tak posluszny, ze wymierzy smiertelną dawkę… a wymierzyło 65% osob…