wtf

Rosyjski startup chciałby umieszczać reklamy na orbicie

Reklama dźwignią handlu. Oraz rozwoju przemysłu kosmicznego. Tak przynajmniej zdaje się uważać rosyjski start-up StartRocket, który chce od 2021 roku umieścić pierwsze billboardy na niskiej orbicie okołoziemskiej.

Jak wyjaśnia firma na swojej stronie internetowej, chciałaby ona tworzyć orbitalne billboardy za pomocą sieci satelitów CubeSat wyposażonych w żagle o średnicy około 9 metrów. Taka sieć miałaby orbitować na wysokości 400-500 kilometrów i być zdolna do tego, by dziennie pokazać 3-4 wiadomości stworzone za pomocą światła słonecznego odbitego przez satelity.

Wład Sitnikow, szef StarRocket, który opisuje siebie jako „faceta od marketingu z szalonym pomysłem”, nawiązał współpracę z SkolTech, prywatną moskiewską uczelnią techniczną, która ma pomóc w opracowaniu technicznej strony przedsięwzięcia. Według Sitnikowa produkcja pierwszej serii satelitów mogłaby się rozpocząć już październiku tego roku, a od 2021 firma mogłaby już dostarczać orbitalne reklamy.

Techniczna strona przedsięwzięcia nie jest więc jeszcze dokładnie opracowana, ale pomysłodawca już policzył cenę za dotarcie do tysiąca odbiorców swojego pomysłu, która miałaby być porównywalna do kosztu reklam telewizyjnych.

Jak nietrudno się domyślić, nie wszystkim podoba się perspektywa orbitalnych billboardów. Jak wskazują astronomowie, z którymi rozmawiał serwis astronomy.com, takie kosmiczne billboardy są technicznie możliwe, ale po pierwsze byłyby widoczne tylko po zmroku lub o poranku, kiedy to kąt padania światła pozwalałby im odbijać światło w stronę Ziemi, a ponadto ich planowana długość życia miałaby wynosić około roku, przez co relatywnie szybko dołączałyby one do roku kosmicznych śmieci. A one coraz bardziej zagrażają misjom kosmicznym.

„Wystrzeliwanie w kosmos czegoś, co nie ma żadnej realnej biznesowej, naukowej lub wojskowej wartości nie jest mądre,” mówi Patrick Seitzer, z University of Michigan, który od prawie dwóch dekad zajmuje się zagadnieniem kosmicznych śmieci. „Orbita staje się coraz bardziej zagracona. W oficjalnym katalogu utrzymywanym przez U.S. Air Force już teraz znajduje się ponad 20 tysięcy obiektów. Mniej niż 10 procent z nich to aktywne satelity. Reszta to śmieci, niedziałające satelity, części rakiet czy statków.”

Problemem jest także to, już teraz trudno czasem znaleźć miejsca, które nie byłyby zanieczyszczone światłem. A jest to problem nie tylko dla astronomów, ma również wpływ na nasze zdrowie. Kosmiczne bannery reklamowe tylko by się do tego problemu dokładały.

Na swojej stronie internetowej StartRocket przypomina Andy’ego Warhola, który miał kiedyś stwierdzić, że najpiękniejszymi rzeczami w Tokio, Sztokholmie czy Florencji są restauracje McDonald’s, od czego startup płynnie przechodzi do twierdzenia, że niebo może zachwycać nas najlepszymi markami każdej nocy. W Tokio co prawda nigdy nie byłem, ale zaręczam wam, że w pozostałych dwóch przypadkach Warhol się mylił. I mam nadzieję, że nigdy gwiaździste niebo nie zostanie zamienione w przestrzeń reklamową.

podobne treści