psychologiaWiadomości promowane

Robienie zdjęć kradnie radość z przeżywania wydarzenia

Wystarczy spojrzeć na relacje z Igrzysk Olimpijskich, by się przekonać, że widzowie… niewiele widzą. Wszyscy są zbyt zajęci robieniem zdjęć i kręceniom filmów. Wszystko po to, by móc natychmiast posłać zdjęcie do cyberprzestrzeni i napisać „Byłem tu!” na Facebooku.

Utrwalanie przeżyć na kliszy lub w pamięci urządzeń cyfrowych to nie nowość, ale od niedawna tak wiele osób ma zawsze przy sobie cyfrowy aparat – ten w smartfonie. Zdaniem socjologów i psychologów, a nawet specjalistów od fotografii, pokusa i przymus robienia zdjęć gruntownie zmienia doświadczenie. Nie mamy przecież czasu niczemu się przyjrzeć, podziwiać, kibicować, przeżywać.

Zdaniem felietonistki amerykańskiego serwisu Huffington Post, można nawet postawić tezę, że obsługując urządzenia cyfrowe zamiast cieszyć się chwilą, dystansujemy się od wydarzenia. Nie ma przeżycia, są tylko zdjęcia. Pliki cyfrowe, które nie zastępują wspomnień, nawet jeśli zostaną powielone i od razu skomentowane przez setki znajomych.

Znany przykład to turyści w Luwrze, pchający się, by zrobić zdjęcia „Mony Lisy”. – A jakie to uczucie, pierwszy raz zobaczyć na własne oczy oryginał słynnego dzieła Da Vinciego? – Nie wiem, byłem zbyt zajęty robieniem zdjęć. Najdrastyczniejsze zacytowane porównanie brzmi: „Aparat cyfrowy stanowi protezę oczu i uszu”.

Mechanizm polega na tym, że zdjęcie zaczęło służyć jako dowód, że spotkało nas coś ciekawego. Tak łatwo wyciągnąć aparat i umieścić zdjęcie na serwisie społecznościowym, że brak powodu, by tego nie zrobić. Zajmuje to tylko chwilkę – przekonują uzależnieni.

Obecnie łatwo to zaobserwować, ponieważ Facebook, Twitter, Instagram i YouTube pękają od zdjęć z zawodów w Londynie. Ba, niektórzy sportowcy wyciągali własne smartfony podczas ceremonii otwarcia.

Jeśli dostrzegliśmy u siebie ten przymus rejestrowania, „dzielenia się” i czekania na „lajki”, warto spróbować detoksu: wyjazdu wakacyjnego lub koncertu nie relacjonować na żadnym serwisie. Kartę SIM przełożyć do dumphone’a, by nie odczuwać przymusu robienia zdjęć. I być tu i teraz. [Huffington Post. grafika: Santlov]


podobne treści