wtf

Retrospekcje: Pan Spinacz, najczarniejszy charakter całego uniwersum

 

Jak się okazuje ludzkość, a przynajmniej ta jej część, która posiada iPhone`a 4S, używa wirtualnej asystentki od Apple`a czyli Siri rzadziej niż można by się tego spodziewać. Niektórzy zrzucają winę za to na złe wspomnienia z przeszłości związane z najgorszym asystentem w dziejach świata – owianym niesławą Panem Spinaczem.

Spinacz pojawił się w wersji Office`a z roku 1997, ponieważ komuś takie rozwiązanie wydało się najwyraźniej świetnym pomysłem. I fakt, w założeniu było całkiem sensowne. Pakietu biurowego używali nie tylko ci, którzy umieli pisać makra, ale także zwykli, szarzy zjadacze kodu, którzy czasem potrzebowali przewodnika po rozbudowanym świecie różnorakich opcji i funkcjonalności. Ale samo wykonanie tego szczytnego zamysłu wołało już o pomstę do nieba. Zresztą oddajmy głos jednemu z najważniejszych swego czasu programistów Microsoftu i twórcy pierwszego Worda, Richardowi Brodie, który opuścił firmę z Seattle zanim jeszcze Pan Spinacz w ogóle się pojawił. Brodie zapytany co o nim sądzi odpowiedział tylko ”Myśląc o nim, czuję się jak kot w obliczu kąpieli”. Curtis Frye w książce ”Sposoby na Excel” napisał, że gdyby Spinacz był prawdziwym pracownikiem korporacji, powinien niemal natychmiastowo wylecieć z pracy. I opinie te oddawały także uczucia większości użytkowników. Nie, poprawka – wszystkich użytkowników.

O ile pierwsze pojawienia się Spinacza wywoływały u userów dość entuzjastyczne reakcje typu: ”O, maszyna do mnie przemawia!”, o tyle później powodowały już tylko okrzyki pokroju ”Znowu mi ten %#$%#$$ wyskoczył”. Asystent Microsoftu pokazywał się za często, w 97% przypadków nie w porę, a do tego dochodziła jeszcze jego ułomność, jeśli chodzi o podstawową cechę. On nie umiał sensownie odpowiadać na pytania. Raz na mniej więcej piętnaście prób udawała mu się sensowna wypowiedź, ale w pozostałych czternastu przypadkach równie dobrze można było swoje wątpliwości googlować czy samemu sprawdzić w Pomocy. Każdemu błazeństwu, jakie wychodziło z wirtualnych ust Spinacza towarzyszył jego promienny uśmiech oraz mina zadowolonego z siebie kretyna. A specyficzny odłos jego pojawiania długo śnił się użytkownikom po nocach.

Zadowolony z siebie wyraz twarzy (czy spinacze w ogóle są w stanie mieć coś, co można by nazwać twarzą?) co chwila objawiał się nieszczęśnikom, spisującym czasem swoje najskrytsze wyznania, przez co Pan Spinacz sprawiał wrażenie notorycznego podglądacza. Ten perwersyjny zboczeniec był oczkiem w głowie samego Billa Gatesa, który w latach 90. uruchomił projekt badawczy Bob. Jego rezultatem miało być komunikowanie się Windowsa z użytkownikiem właśnie za pomocą antropomorficznych asystentów, z których najbardziej znanym był Pan Spinacz. Jednak nawet upór samego Gatesa, ówcześnie rządzącego niemal samodzielnie komputerowym światem, nie uratował jego idei w obliczu miażdżącej krytyki userów. Spinacz został na dobre zamordowany przez sam Microsoft już po paru latach. Oczywiście dziś, kiedy wiele wody w Wiśle upłynęło, na pewno znajdzie się kilka osób, twierdzących, że tak naprawdę nie był on zły, a jako ”żywa” generowana przez komputer istota po prostu skupiał na sobie wszystkie frustracje użytkowników. Bo frustracji tych przy używaniu sprzętu bardziej skomplikowanego niż liczydło nigdy nie brakuje. Ale my dobrze wiemy, że to po prostu wrodzy propagandziści. I że w całym wszechświecie był tylko jeden gorszy Spinacz.

A gdyby to było forum Onetu, napisałbym jeszcze: ”Wpisujcie miasta, które też nienawidziły Pana Spinacza”.


podobne treści