news

Problem z D5000

Pierwszy dzień w Szanghaju. Masa wrażeń i setki zdjęć robionych godzina po godzinie. Przeprawa promem z Bundu (zachodnie wybrzeże) na Pudong (wschodnie wybrzeże), żeby zadrzeć głowę jeszcze wyżej i zobaczyć jak naprawdę ogromny jest Jin Mao i „otwieracz do butelek” czyli Shanghai World Financial Centre. Prom cumuje, następuje szarpnięcie, schodzimy na ląd wraz z całą masą ludzi i… aparat już nie chce się włączyć. A to przecież pierwszy dzień wakacji!

Kupiłem Nikona D5000 ponad rok temu w Singapurze. Niedługo po premierze, Nikon poinformował na swojej stronie, że niektóre egzemplarze z tej serii mogą być zagrożone pewnym defektem, który powoduje, że aparat przestaje się włączać. Można było sprawdzić, czy nasz aparat jest na liście – wystarczyło wpisać numer seryjny i strona Nikona w parę sekund dawała odpowiedź, czy jest się na czarnej liście, czy nie. 

Ponad rok temu sprawdziłem, czy mój D5000 pochodzi z felernej partii. Okazało się, że tak, ale przecież działał i wszystko było sprawne. Postanowiłem go nie wymieniać. No i zrobił mi taką niespodziankę. Lepszego momentu nie mógł wybrać!

Bez gwarancji (kto by brał gwarancję do walizki!), bez dowodu zakupu (mieszkam w Polsce, kupiłem w Singapurze, a jestem w Chinach), bez większych szans na dogadanie się z Chińczykami (bardzo słabo mówią po angielsku i w większości rozumieją zupełnie coś innego niż potrzeba), poszedłem do punktu obsługi Nikona. Okazało się, że był dosłownie za rogiem od mojego hotelu. Miałem parę strategii, jak wytłumaczyć, że ten model jest z zagrożonej partii, że firma naprawia bezpłatnie, że Nikon o tym wie, że wystarczy przeczytać na stronie. Znalazłem opis tej usterki po chińsku na stronie Nikona i zrobiłem zdjęcia iPhonem, żeby mieć to pod ręką, jeżeli rozmowa miałaby przejść na migi… Bardzo się stresowałem całą sytuacją. 

Tymczasem w serwisie Nikona przyjął mnie bardzo miły pan, który od razu wiedział, o co chodzi, gdy tylko zobaczył D5000. Powiedział (całkiem niezłym angielskim), że jeżeli będą mieli odpowiednią część, to naprawa potrwa góra 2 dni, a jeżeli trzeba coś będzie sprowadzić, to może z tydzień. Kazał dowiedzieć się nawet za godzinę, czy już coś wiadomo.

Przyszedłem po 3 godzinach, a aparat już na mnie czekał! Okazało się, że zupełnie nie było się czym martwić. 
 
Nauczka z tego następująca – warto oddać do serwisu każdy D5000, który znajduje się na zagrożonej liście. Widać po tym przykładzie, że i tak się prędzej czy później się zepsuje. Przy zakupie warto też sprawdzić, na co dostajemy gwarancję. Nikon i tak nie daje międzynarodowej gwarancji na body, tylko na sam obiektyw.

O podejściu polskiego serwisu do tej samej sprawy w następnym artykule. 


podobne treści


  • screw_driver

    Warto,to nie kupowac tanich lustrzanek bo wtedy własnie wychodzą takie babole,a serie nikona X000 to najtansze badziewiaste imitacje porządnych aparatów

  • Rafał Tomański

    d5000 z 11polowym AF jest naprawdę bardzo szybki. waży tyle, że nie ma się go ochoty zostawić po godzinie chodzenia po mieście, a w połączeniu z obiektywem 50 mm 1.4 jest szybszy niż błyskawica.

    moim zdaniem krzywdząca ocena. to naprawdę dobry sprzęt.

  • Musashi

    czy to dobry sprzęt ? zobaczmy fotografie z tego wyjazdu – czekamy !!!!

  • arkycom

    screw_driver – nie masz pojecia czlowieku co piszesz.. zaraz powiesz ze amator powinien kupowac odrazu pełną klatke D700 lub D3s byle by zrobic zdjecia z wakacji bo reszta to badziewie :) a moze Sony Alpha jest lepsza? :) (smiech na sali) na chwile obecna nie ma lepszego wyboru jak D5000 lub C 550D jak dla amatora.