internetnewsWiadomości promowane

PRISM: NSA przechwytywała komunkację osób, które z terroryzmem nie mają nic wspólnego

Amerykańskie władze twierdzą, że program inwigilacji użytkowników Internetu prowadzony przez NSA jest konieczny, ponieważ dzięki niemu zapobiega się atakom terrorystycznym. Możliwe, choć akurat jeśli porównać liczbę „sukcesów” agencji z liczbą jej wpadek, okaże się, że wynik będzie dość mizerny. Można nawet odnieść wrażenie, że wszystkie dane podawane przez „transparentne” przecież NSA, mają się nijak do prawdy. Tak jak w przypadku zapewnień, że agencja skupia się na zbieraniu informacji na temat terrorystów.

Od czasu ujawnienia programu PRISM możemy obserwować spektakl, którego zarysy są mniej więcej takie same – najpierw Obama uspokaja, że wszystko jest w porządku, dziennikarze jak zwykle przesadzili a NSA działa tak jak działać powinna. A kiedy znajdują się dokumenty, które temu przeczą, amerykańskie władze przyznają, że faktycznie coś jest na rzeczy, ale program jest potrzebny, wszystko jest w porządku, dziennikarze jak zwykle przesadzili a NSA działa tak jak działać powinna.

Tak było na przykład w przypadku argumentu o tym, że działania NSA są legalne i podlegają ścisłej kontroli, zarówno ze strony Kongresu jak i sądu FISC. Niestety, jak na złość, dowiadujemy się, że kongresmeni z obu stron politycznej barykady, choć próbują się czegoś dowiedzieć na ten temat, nie są w stanie wydobyć żadnych informacji od komisji wywiadu. Może wstyd im przyznać, że sami kontrolują NSA tylko na papierze? Tego nie wiadomo, wiadomo natomiast, że publicznie dostępna wersja półrocznego raportu z działalności NSA w 2009 roku, jaki agencja przedstawiła przed tą komisją, wygląda mniej więcej tak jak ilustracja po prawej (całość raportu).

Kontrola jaki tajny są FISC ma roztaczać nad działaniami agencji też nie wygląda najlepiej – sąd ma to robić za pośrednictwem prezydenckiej administracji co sprawia, że kontrola jest dość ograniczona.

Twierdzenie o tym, że NSA monitoruje „jedynie” 1,6 procent światowej komunikacji też można już włożyć między bajki – wczoraj wyszło na jaw, że za pomocą programów Blarney, Fairview i Lithium NSA ma dostęp do 75 procent komunikacji, jaka ma miejsce w USA. Świat co prawda jest duży, ale nie na tyle by twierdzić, że trzy czwarte amerykańskiej komunikacji zmieści się w 1,6 procentach komunikacji światowej. Mało tego, z odtajnionych wczoraj dokumentów wynika także, że w samym tylko roku 2011 NSA przechwyciła ponad 200 milionów komunikatów na całym świecie.

A co z twierdzeniem, że wszystko to po to by przechwycić komunikacje terrorystów? Wiemy już, że NSA dość często wykracza poza swoje własne „ramy prawne„. Wczoraj dowiedzieliśmy się także, że agencja przechwytywała rocznie około 50 tysięcy maili Amerykanów, którzy z terroryzmem nie mieli nic wspólnego. NSA zbierało te dane bez nakazu przez trzy lata zanim sąd w końcu im tego zabronił. Jeśli rewelacje Washington Post się potwierdzą, Obama będzie miał całkiem spory problem, ponieważ nadal nie wolno mu po prostu podsłuchiwać mieszkańców USA. A już raz z powodu podsłuchów prezydent USA stracił stanowisko.

Oczywiście takie zakazy nie dotyczą Europy ani reszty świata. Komisja Europejska co prawda oburzyła się na wieść o tym, że Amerykanie podsłuchiwali jej biura, Parlament Europejski podjął uchwałę w sprawie inwigilacji Europejczyków, ale na razie nic nie wskazuje na to, by miało to przynieść jakiekolwiek efekty.

Zdjęcie: EFF


podobne treści