internetWiadomości promowane

PRISM: Czego nie wie premier Tusk?

Pamiętacie jeszcze 100 pytań do polskich władz w sprawie amerykańskiej inwigilacji Internetu? Nie bardzo? W sumie nic dziwnego – kiedy Amnesty International Polska, Fundacja Panoptykon i Helsińska Fundacja Praw Człowieka wysyłały swoje pytania, była połowa października. Jakiś czas temu z instytucji państwowych, do których skierowane zostały te pytania, zaczęły napływać odpowiedzi, jednak aż do wczoraj nie znaliśmy stanowiska najważniejszej z nich. Niestety nie napawa ono optymizmem.

Spośród 100 pytań związanych z programem PRISM i pokrewnymi, aż 66 skierowanych było do premiera Donalda Tuska. Inicjatorzy akcji wyszli z słusznego założenia, że to właśnie on, jako zwierzchnik takich służb jak Agencja Wywiadu czy ABW, będzie najlepiej poinformowany na temat reakcji polskich władz na doniesienia o programach masowej inwigilacji prowadzonych przez NSA. W jego rękach skupia się cała władza wykonawcza państwa polskiego i, kto jak kto, ale on powinien być poinformowany o tym, jakie działania w tej sprawie podjęły podległe mu instytucje państwowe. W imieniu premiera odpowiedzi na pytania wystosowane przez trzy wymienione wyżej organizacje, udzieliła Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Niestety odpowiedzi na 66 szczegółowych pytań są zasadniczo takie same. Albo „KPRM nie posiada informacji w tym zakresie”, albo odmawia odpowiedzi z uwagi „na bezpieczeństwo państwa i niejawny charakter dokumentów”. O ile można zrozumieć, że odpowiedzi na przynajmniej niektóre z poruszonych kwestii rzeczywiście mogłyby naruszyć bezpieczeństwo naszego kraju, a inne są poufne ponieważ dotyczą rozmów dyplomatycznych, nie potrafię zrozumieć, dlaczego o tak wielu ważnych z punktu widzenia obywateli naszego kraju kwestiach, KPRM po prostu nie wie nic?

Katalog rzeczy, o których nie wie premier, jest interesujący. Dowiadujemy się z niego na przykład, że:

  • Prezes Rady Ministrów nie zlecił przeprowadzenia analizy prawnej na temat zgodności programu PRISM z polskim porządkiem prawnym;
  • KPRM nie dysponuje oficjalną korespondencją między polskim rządem a Komisją Europejską po 6 czerwca 2013 roku, czyli już po pojawieniu się pierwszych doniesień medialnych na temat programu PRISM, dotyczącej tematyki ochrony danych osobowych, a w szczególności międzynarodowego przepływu danych osobowych;
  • KPRM nie posiada informacji na temat planów rządu zmierzających do wprowadzenia dodatkowych instrumentów w zakresie ochrony prawa do prywatności na poziomie międzynarodowym lub europejskim;
  • KPRM nic nie wie na temat naruszenia porozumienia SWIFT przez Stany Zjednoczone, choć Edward Snowden wskazywał, że takie naruszenia miały miejsce, a Parlament Europejski opowiedział się nawet za zawieszeniem porozumienia SWIFT w odpowiedzi na doniesienia na temat amerykańskiej inwigilacji użytkowników Internetu;
  • KPRM nie wie, czy polski rząd złożył jakiekolwiek uwagi lub rekomendacje dotyczące ewaluacji umów o przekazywaniu danych, które mogły zostać naruszone przez USA w związku z masowymi programami inwigilacji;
  • KPRM nie wie, czy polski rząd zgłaszał jakiekolwiek zastrzeżenia lub uwagi do krytykowanego programu Safe Harbour, który umożliwia przekazywanie danych przez europejskie spółki do powiązanych z nimi firm w USA;
  • KPRM nie wie, czy przedstawiciele służb amerykańskich lub amerykańskiej administracji proponowali przedstawicielom polskiego rządu lub polskich służb dwustronne porozumienie dotyczące współpracy w zakresie wzajemnego przekazywania danych telekomunikacyjnych;

Jeśli KPRM nie wie, to kto ma znać odpowiedzi na te pytania? Nie pozostaje nic innego, jak tylko domniemanie, że polski rząd po prostu nie zainteresował się tym problemem i nie planuje w żaden sposób zadbać o prywatność własnych obywateli. Ba, urzędnicy KPRM przyznają nawet, że po doniesieniach medialnych na temat programu PRISM nie wzmocniono środków ochrony poufnej korespondencji rządu, ani nawet nie zlecono ABW, lub innej jednostce, wykonania analizy zagrożeń dla niej płynących, które wynikają z opisywanych przez media możliwości jakimi dysponuje NSA.

Przekazanie noty dyplomatycznej do ambasady USA w Warszawie z prośbą o wyjaśnienia w sprawie PRISM to stanowczo za mało. Cytując Katarzynę Szymielewicz z fundacji Panoptykon:

„To nie są drobiazgi, ale konkretne i ważne procesy polityczne, w których Polska albo powinna brać udział, reprezentując interesy swoich obywateli, albo wręcz bierze udział (jak w przypadku prac grupy powołanej do wyjaśnienia sprawy PRISM), i tylko Kancelaria Prezesa Rady Ministrów o tym nie wie. Suche odpowiedzi, ograniczone do formułki „KPRM nie posiada informacji”, nie wyjaśniają powodów tej niewiedzy – możemy się tylko domyślać, w ilu przypadkach powodem jest brak przepływu informacji w ramach rządu, a w ilu – zupełny brak zaangażowania po stronie polskich władz. Bez względu na powód, to, że premier nie orientuje się w sprawach kluczowych z perspektywy nie tylko ochrony praw podstawowych obywateli, ale także interesów ekonomicznych czy bezpieczeństwa kraju, nie jest dobrą wiadomością.”

Zdjęcie: Flickr/Kancelaria Premiera


podobne treści