internetnewsWiadomość główna

PRISM: Amerykański Kongres też w zasadzie nie kontroluje działań NSA

Władze USA każą nam uwierzyć na słowo, że masowa inwigilacja jest czymś normalnym, ma swoje podstawy prawne i jest kontrolowana przez demokratycznie wybrany Kongres. Przynajmniej dotyczy to Amerykanów, ponieważ my, jako mieszkańcy „reszty świata” możemy być inwigilowani zawsze i wszędzie. Tymczasem okazuje się, że nawet amerykańscy kongresmeni mają problem by dowiedzieć się czegoś konkretnego na temat programu PRISM.

Wielu Kongresmenów ma, delikatnie mówiąc, w czterech literach całą sprawę inwigilacji w wykonaniu NSA, co dobitnie zilustrowała frekwencja na posiedzeniu, podczas którego Keith Alexander opisywał swego czasu w ogólnikach działania prowadzonej przez siebie agencji. Na szczęście są jeszcze osoby żywotnie zainteresowane tą sprawą, które mają możliwość nadzorowania działań NSA. Należą do nich senatorowie Morgan Griffith (Republikanie) oraz Alan Grayson (Demokraci), których historię opisuje Guardian.

Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej na temat inwigilacji NSA, Griffith zwrócił się 25 czerwca do Komisji Wywiadu Izby Reprezentantów o opinię prawną z 2011 roku, która, jak dowiedział się z mediów, znajduje się w posiadaniu Komisji, a która krytykuje podobno działania NSA jako sprzeczne z konstytucją USA. Jakiś czas później zwrócił się on do tego samego ciała o dokumenty związane z walką Yahoo przeciwko NSA przed sądem FISA oraz o dokumenty na temat sieci komórkowej Verizon, która miała przekazywać metadane swoich klientów tej samej agencji. Do dziś nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

Więcej szczęścia miał Demokrata Alan Grayson, który próbował uzyskać protokoły ze spotkania Komisji Wywiadu. Jednak zamiast protokołów, otrzymał informację, że „protokoły są tajne”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że próbował on uzyskać protokół z posiedzenia, na którym odmówiono mu dostępu do informacji na temat programów inwigilacji prowadzonych przez NSA. Kiedy Grayson próbował opierać się na slajdach na temat programu PRISM, opublikowanych przez Guardiana, dowiedział się, że powinien przestać się na nie powoływać, jeśli nie chce zostać ukaranym za rozpowszechnianie tajnych materiałów bez zezwolenia odpowiednich służb. Bo slajdy na temat programu PRISM są dla amerykańskiej administracji nadal tajne, pomimo że opublikowały je już chyba wszystkie gazety na świecie.

Nie trzeba dodawać, że obaj kongresmeni są mocno poddenerwowani swoją niemocą w starciu z instytucją, którą podobno nadzorują. Wyrażając swoją frustrację działaniami Komisji Wywiadu Griffith stwierdził nawet, że „przysięgałem podejmować rozsądne decyzje; jak mam to robić, jeśli nie mam dostępu nawet do podstawowych informacji na temat tych programów?”

Zdjęcie: Flickr/davidmesaaz


podobne treści