internet

Prawdziwe koszta piractwa – czyli dlaczego teoria strun to banał

Za każdym razem gdy widzę kolejne „szokujące” wyliczenia dotyczące strat generowanych przez piractwo jestem bliski załamania. Wchodzą na poziom abstrakcji niedostępny, dla tak prostych ludzi jak ja. Szczęściem, są ludzie, którzy w tym gąszczu nieznanych metodologii, ukrytych założeń i polerowanych faktów są w stanie sie połapać.

W powyższej prezentacji komik Rober Reid w zabawny sposób pokazuje jak oderwane od rzeczywistości są cyfry podawane przez ekspertów. Wynajmowanych i opłacanych przez przemysł muzyczny i filmowy. Co gorsza, często bezkrytycznie cytowane przez media.

I nie chcę nikogo przekonywać, że piractwo jest OK. Tylko, że jest gigantycznie nadmuchanym problemem. Kryjącym tak naprawdę rosnące przerażenie przemysłu filmowego i nagraniowego, który – po raz kolejny – zupełnie nie potrafi dopasować się do nowych warunków. Dlatego próbuje szantażem je zatrzymać.

Więc z jednej strony utrudnia jak może legalną, cyfrową dystrybucję czego dowodem jest m. in. upadek TvScreen.pl, czy brak możliwości legalnego obejrzenia większości filmów w sieci, a z drugiej narzeka, że ludzie naprawiają to niedopatrzenie na własną rękę. Jednocześnie nadmuchując sztucznie rachunek strat.

Według niezależnych badaczy nieweryfikowalny, ponieważ większość „badań” zamawianych przez branżę skrupulatnie unika podawania metodologii według jakiej dokonano przeliczenia.


podobne treści