Wiadomość główna

Poważne problemy finansowe Twittera

Ostatnio Twitter Inc. rozpoczął małą ofensywę medialną. Na okładce Bloomberg BusinessWeek przeczytać można, że „Twitter pokazał rogi”. Przedstawiciele firmy twierdzą w wywiadach, że „jesteśmy niepokonani”. Jednak konkretne liczby, do których dotarł Gawker, malują zupełnie inny obraz.

Powołując się na „pewne źródła” posiadające dostęp do informacji na temat finansów Twittera ujawniają oni dane na temat przychodów i zysków spółki z ostatnich lat jej działalności. A są one, delikatnie mówiąc, marne.

Zbudowanie rentownego startupu nie jest zadaniem łatwym. Zazwyczaj brakuje wszystkiego, a niektórych rzeczy nie da się zastąpić własnym zaangażowaniem czy umiejętnościami. Czasem potrzebne jest dodatkowe finansowanie. Ale Twitter dostał już olbrzymie wsparcie, dzięki któremu udało mi się zdobyć ponad 100 milionów aktywnych użytkowników na całym świecie. Ale bardziej niż sama ilość użytkowników liczy się to w jaki sposób będzie się na tym zarabiało.

Na Twitterze znaleźć można ogromną liczbę osób, których ludzie po prostu chcą czasem posłuchać. Z coś takiego Facebook gotów byłby zabijać. Znajdziemy tam polityków – poczynając od prezydentów USA i Federacji Rosyjskiej, a na Radku Sikorskim i Grzesiu Napieralskim skończywszy. Twitty tych ostatnich zresztą co jakiś czas przebijają się nawet telewizji. Ale wracając do tematu. Z Twittera korzystają gwiazdy filmu i telewizji takie jak Tom Hanks, Steve Martin, Oprah Winfrey, Ashton Kutcher, oraz źródła niezliczonych plotek jak Lindsay Lohan i Kim Kardishan.

Serwisowi udało się także zarobić całkiem sporą gotówkę – 760 milionów dolarów. W ciągu sześciu lat działalności spółka miała mnóstwo czasu żeby eksperymentować z różnymi sposobami zarabiania na tej istnej żyle contentu.

Jednak przez kolejne lata Twitter sobie z tym nie poradził.

Ciągłe straty

Dla przykładu w roku 2010 spółka wygenerowała przychód w wysokości 28,5 milionów dolarów. Ładny wynik. Jednak koszty uzyskania przychodu, koszty marketingu, zarządu i wszystkie inne, które mają wpływ na końcowy wynik finansowy spółki były kilkukrotnie większe. Dość powiedzieć – w 2010 roku Twitter był „w plecy” 67,8 miliona dolarów. Zgodnie z danymi Gawkera, w okresie od stycznia do końca kwietnia 2011 sytuacja nie wyglądała lepiej. Strata wynosiła 25,8 milionów dolarów.

W podobnym czasie Facebook wygenerował 26-krotnie większy przychód, a jego zysk wynosił ponad 221 milionów dolarów – i to tylko do końca marca.

Mniej więcej od tego momentu koszty Twittera tylko wzrosły. Na przykład zatrudnienie podwoiło się z około 450 osób w połowie 2011 roku do prawie 900 osób. Na ten temat kondycji finansowej Twitter odmawia komentarza.

Czyżby Twitter miał być największą bańką, jaką widział świat mediów i IT?

Nowe otwarcie?

Dane finansowe nie są więc, delikatnie mówiąc, najlepsze. Dlaczego więc Twitter pozuje w mediach na całkowicie zdrową firmę? W ciągu trzech lat trzy razy zmieniali prezesa. Obecny szef, Dick Costolo, utrzymał się na stanowisku 17 miesięcy. „Staramy się zbudować firmę o solidnych podstawach,” mówi Costolo w wywiadzie dla Businessweek. Można dowiedzieć się o „wskaźniku zaangażowania” (procent odbiorców, którzy klikają w reklamę po jej zauważeniu), oraz o tym, że w przypadku Twittera wynosi on 3-5%, natomiast zwykłe bannery mają jedynie 0,5%. Twitter chwali się nawet, że przygotował 10 zasad na których „budują swój biznes w taki sposób, że są z niego dumni”. Korporacyjna nowomowa. Zdrowe przedsiębiorstwa zarabiają na siebie.

O finansach spółki nie dowiemy się praktycznie niczego. Może tylko to, że szacuje się, że Twitter w tym roku osiągnie przychów w wysokości 260 milionów dolarów. Ale to jest tylko przychód, oficjalnie niczego nie dowiemy się na temat ponoszonych rzez nich kosztów.

„Nie udzielamy informacji na temat naszych finansów, czy to oficjalnie czy to nieoficjalnie,” stwierdził rzecznik prasowy Twittera.

Niewygodna prawda

Oto mniej zabawna wersja scenariusza przedstawionego przez Businessweek:

Model biznesowy Twittera, delikatnie mówić, nie sprawdził się. Trzeba będzie jak najszybciej przebudować go gruntownie.

Po siedmiu miesiącach na stanowisku prezesa, firma zarządzana przez Costolo nadal wydaje dwa razy tyle ile zarabia. Nie ma żadnych dowodów na to, że sytuacja Twittera poprawiła się w ciągu ostatnich 10 miesięcy. W rzeczywistości firma powinna radzić sobie jeszcze gorzej, biorąc pod uwagę fakt, że w ciągu roku ich zatrudnienie podwoiło się, osiągając wysokość 900 pracowników.

Na dwoje babka wróżyła. Ruch ten miał uzasadnione podstawy. Satya Patel wiceprezes firmy do spraw produktów powiedział w wywiadzie dla Businessweek, że rok 2011 „był dla nas początkiem rozwoju na wielką skalę… naszego biznesu reklamowego… W roku 2012 pokażemy, że rozwój ten jest ogromny.” Innymi słowy – najlepsze ma dopiero nadejść. Czyli powiedział mniej więcej to samo, co Costolo kiedy obejmował stanowisko prezesa w październiku 2010 roku: „Jesteśmy gotowi osiągnąć więcej w ciągu nadchodzących dwóch lat, niż osiągnęliśmy w ciągu ubiegłych czterech.”

Czołowa gwiazda Twittera ma jeszcze tylko osiem miesięcy by sprawić, że słowa staną się gotówką. Jeszcze ma szanse. Przynajmniej tak obstawiają czołowi inwestorzy działający na rynku nowych technologii w USA. W sierpniu zainwestowali oni w Twittera 400 milionów dolarów w nową emisję akcji serwisu by następnie zakupić istniejących akcji za kolejne 400 milionów. Później nastąpiła kolejna transakcja, w której saudyjski książę zakupił akcje o wartości 300 milionów. Z taka ilością pieniędzy zwiększanie przychodów może nie być priorytetem.

Twitter ma bardzo dużo mocnych stron. Największą jest ogromna baza zaangażowanych użytkowników. Dodatkowo w ciągu ostatnich sześciu lat nie pojawił się dla niego godny konkurent.

Każdy startup może tego tylko pozazdrościć. Podobnie jak większość spółek medialnych, które w ostatnich latach rozpaczliwie starają się dostosować do nowych warunków, w jakich przyszło im funkcjonować w czasach powszechnego dostępu do informacji. Gazety (lub) czasopisma, wydawnictwa, studia filmowe oraz telewizje, starają się za wszelką cenę dogonić cyfrową rewolucję, próbując zarabiać w taki sam sposób, jak robiły to przez lata.

Oczywiście może się zdarzyć, że słabe wyniki finansowe Twittera w ciągu pierwszych pięciu lat będą jedynie wstępem do wieloletniego pasma triumfów i powstawania wielkich fortun. Ale jeśli serwis nie zacznie w końcu zarabiać, nie pomogą mu nawet strumienie pieniędzy, bogaci inwestorzy czy miliony użytkowników.

[Gawker, Bloomberg, Twitter]


podobne treści